Dla ludzi mało zorientowanych w finansach rozwiązaniem może być lokata bankowa. Łatwo ją założyć i w zasadzie w ogóle nie wymaga poświęcania czasu. Procent przyrastającego co roku kapitału co prawda nie jest zachwycający, ale przynajmniej metoda ta daje pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa.
Oczywiście jeżeli zaliczasz się do bardziej zorientowanych, wiesz już zapewne, że oprocentowaniem z lokaty nie dogonisz inflacji. Zwłaszcza po rzetelnym doliczeniu tak zwanego podatku Belki. Faktem jest, że lepiej trzymać pieniądze na niskim procencie, niż w przysłowiowej skarpecie. Jednak nie jest to z pewnością rozwiązanie satysfakcjonujące dla osoby, która chce swój kapitał pomnażać, a nie jedynie przechować.
Co więc pozostaje dla człowieka zdecydowanego na dobre zarządzanie swoimi finansami? Jakie wyjście - niemal intuicyjne - podsuwają zarówno media jak i wszelkiego rodzaju doradcy? Rozwiązaniem tym są oczywiście fundusze inwestycyjne. Ogłaszane co pewien czas wspaniałe wyniki pozwalają odnieść wrażenie, że jest to rozwiązanie dużo korzystniejsze, pozwalające zarobić znaczne kwoty ze swojego posiadanego kapitału. Dodatkowo fundusze jawią się jako mechanizm wymagający równie mało angażujący co lokata bankowa. Wspomina się co prawda o ryzyku inwestycyjnym, ale przecież zarządzają nimi fachowcy, specjaliści z odpowiednią wiedzą, egzaminami i certyfikatami.
Jak wyglądała sprawa bezpieczeństwa inwestycji, okazało się całkiem niedawno. Lata 2007 i 2008 spowodowały, że wielu inwestorów przecierało oczy z niedowierzaniem. Duże straty uzmysłowiły wszystkim, że tak naprawdę fundusz jest jedynie pośrednikiem między ich pieniędzmi a giełdą. Z planowanych korzyści dosłownie wszystkie okazały się fikcją. Wyszło na to, że notowania jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych trzeba tak samo pilnować jak inwestycje bezpośrednio w akcje. Dodatkowo ukazały się w pełnej krasie pomijane dotychczas wady.
Po pierwsze inwestor nie ma pojęcia co dzieje się z jego pieniędzmi. Może wiedzieć ogólnie w co są inwestowane, w jaki rynek lub sektor. Jednak nie ma wglądu w metody podejmowania decyzji, a przez to jest skazany na cudze opinie i oceny. Z tego powodu najczęściej dowiaduje się zbyt późno, że kapitał należało wycofać. Tu nakłada się druga wada, a mianowicie czas reakcji funduszu na decyzję wypłaty środków. Najczęściej realizacja takiego zlecenia następuje dopiero następnego dnia, co przy gwałtownych spadkach może dodatkowo powiększyć straty w sposób mało przewidywalny.
Czy masz zatem prawdziwą alternatywę gdy jesteś osobą, która chce pomnażać swój kapitał? Gdy pragniesz to robić w sposób przewyższający inflację, w sposób pozwalający na kontrolę ryzyka? Czy istnieje metoda, która nie wymaga dużej ilości poświęcanego czasu? Zapewniam Cię, że taka metoda istnieje i nazywa się ona: własne inwestowanie na giełdzie.
Własne inwestowanie, czyli straszak na nieświadomych ludzi, którzy giełdę kojarzą z chaosem, brakiem kontroli i olbrzymim ryzykiem. Ten straszak, który powstał tak naprawdę nie pod wpływem prawdziwych inwestorów, a właśnie pod wpływem funduszy inwestycyjnych. Jak na ironię, w magiczny sposób wszystkie ich wady zostały skojarzone z giełdą.
Prawda jest taka, że mądre inwestowanie w akcje jest zyskowniejsze od funduszy. To zresztą jest dopiero część prawdy. Jest ono obarczone mniejszym lub co najwyżej porównywalnym ryzykiem. Pozwala na natychmiastową realizację założonej strategii, dzięki bezpośredniemu składaniu zleceń zarówno kupna jak i sprzedaży. Dodatkowo cały czas wiesz, co dzieje się z Twoimi pieniędzmi. Wiesz w co są inwestowane, dlaczego, oraz przy jakich warunkach Twoja inwestycja będzie broniona i zostanie zamknięta. To są nieocenione plusy.
Jedynym "ale" mogą być wiedza i czasochłonność. Wiedzy faktycznie nie pominiesz. To właśnie wiedza jest fundamentem zarabiającego inwestora. Dzięki niej stereotyp inwestora przesiadującego godzinami przed monitorem, nerwowo dzwoniącego lub klikającego, aby złożyć zlecenia staje się fikcją.
Jednak wyobraź sobie, że masz już wiedzę. I dzięki tej wiedzy, oraz dzięki posiadanym metodom i narzędziom analizujesz rynek akcji raz na tydzień. Poświęcasz na to zaledwie pół godziny - obojętne, czy w piątek wieczorem, w sobotę, czy w niedzielę. Masz na to czas aż do poniedziałku rano. Tylko tyle? Tylko. W poniedziałek rano składasz zlecenia i masz wolne od inwestowania. Cały tydzień wolnego, kiedy Twoje pieniądze pracują w warunkach znacznie bardziej kontrolowanych niż w funduszu.

Alianz Akcji Plus

BPH FIZ Bezpieczna Inwestycja 1

FIO AI Akcji Europy Wschodzącej

ARKA BZ WBK Akcji FIO
Tak naprawdę fundusze chwalą się zyskiem za 2010 rok i pokazują bardzo atrakcyjne wykresy za ten okres. Jednak wystarczy zobaczyć ich notowania w dłuższym okresie, aby przekonać się, że niektóre właśnie ledwie odrobiły straty 2007/2008. Większość natomiast jeszcze tego nie dokonała.
A jak wyglądało by własne inwestowanie przy użyciu tak prostej metody jak opisywałem? Masz jeszcze ten obraz? Pół godziny, raz w tygodniu i cały czas wiesz, co dzieje się z Twoimi pieniędzmi. Przez ostatnie 10 lat Twoja inwestycja wyglądała by przykładowo tak:
Kapitał początkowy: 100000,00
Kapitał końcowy: 3221919,79
Zysk netto: 3121919,79
Zysk netto %: 3121,92 %
Średnioroczny zysk %: 41.50 %
Pod Patronatem Bankier.pl
Dr Van Tharp w Polsce, czyli Konferencja „Strategie Sukcesu Na Giełdzie” już 18-19 czerwca 2011 w Warszawie!
Dr Van Tharp w Polsce, czyli Konferencja „Strategie Sukcesu Na Giełdzie” już 18-19 czerwca 2011 w Warszawie!
Krzywa kapitału wyglądała by znacznie ciekawiej niż dla funduszy.

Przy czym maksymalna strata na kapitale w najgorszym okresie wynosiła by zaledwie 28%

Czy nadal uważasz, że stroniąc od giełdy i inwestując w fundusze dostatecznie dbasz o swoje pieniądze?
Rafał Wysocki
Akademia Inwestora
Źródło:Informacja prasowa






























































