Jeżeli ktokolwiek czyta ten tekst, wiele wskazuje na to, że końca świata jednak nie było. A przynajmniej nie spotkała nas żadna katastrofa, która mogłaby zmieść ludzkość z powierzchni ziemi. Niewykluczone jednak, że niektórych koniec świata już spotkał.
Prawdopodobnie niejeden właściciel akcji wolał, by świat skończył się we wrześniu 2008. Pieniądze to nie wszystko, ale krach na amerykańskiej giełdzie dla wielu inwestorów (jak również zwykłych obywateli) był wyrokiem śmierci.

W sensie dosłownym - oprócz kilku głośnych samobójstw maklerów jeszcze we wrześniu 2008 roku, kryzys do dziś zbiera śmiertelne żniwo. W Polsce w 2007 roku próbę samobójczą z powodów ekonomicznych podjęły co najmniej 202 osoby, 56 próbowało odebrać sobie życie z powodu nagłej utraty źródła utrzymania. Dla porównania, w 2011 roku z przyczyn ekonomicznych na swoje życie targnęło się 349 osób, 99 zrobiło to, ponieważ stracili źródło utrzymania. Najgorszy pod tym względem był rok 2009. Odpowiednio 377 i 124 osoby podjęły próbę samobójczą. Bardzo niepokojąco wygląda sytuacja w Grecji, która jeszcze niedawno miała najniższy odsetek samobójstw w Europie. Od 2010 roku zamach na swoje życie podjęło 2500 osób, co jak na ten kraj jest liczbą wysoką. Dla porównania, w Polsce każdego roku życie próbuje sobie odebrać od 4 do 6 tysięcy osób).

Image licensed by Ingram Image
Kryzysy ekonomiczne mają jednak pewną "przewagę" nad katastrofami, które mogłyby zniszczyć cywilizację. Przynajmniej w pewnym stopniu są przewidywalne, znane są sposoby na łagodzenie ich skutków, do tego - zdarzają się cyklicznie i nadejście ożywienia po gorszych latach jest bardzo prawdopodobne. Natomiast unicestwienie cywilizacji z jednoczesnym ocaleniem części ludzkości bardzo skomplikowałoby sprawę, ponieważ nie można przewidzieć, które dobra, poza jedzeniem i bronią, miałyby jakąkolwiek wartość. Może być to złoto, jednak równocześnie woda, tlen lub... zwierzęce skóry, na wypadek nagłego ochłodzenia klimatu.
Finansowy świat w opałach
Z finansowymi końcami świata mieliśmy do czynienia wielokrotnie. Holenderska tulipomania, czyli XVII-wieczna bańka wywołana przez niekontrolowany, szalony wzrost cen cebulek kwiatów tulipana, nosiła wręcz znamiona opętania. Ludzie oddawali całe majątki za cebulki kwiatów, które tak szybko straciły na wartości, jak ją zyskały. Po kryzysie świat już nigdy nie miał wyglądać tak samo, ale historia lubiła się powtarzać.
Mieliśmy do czynienia z wieloma historyczno-politycznymi końcami świata. Gdy upadało Cesarstwo Rzymskie, Arabowie zdobyli Jerozolimę, a następnie najechali Europę. Świat miał się jeszcze skończyć, gdy w 1453 roku Turcy Osmańscy zdobyli Bizancjum. Ogromna panika wybuchła za pontyfikatu Gerberta z Aurillac znanego jako Sylwester II, który pełnił posługę od 999 do 1002 roku. Procesje pokutników przemierzały ówczesny świat, który miał dopełnić swoich dni wraz z upływem pierwszego po Chrystusie millenium. Gdy jednak po północy zagłada nie przyszła, ludzie oddali się hucznej zabawie, której 1012 rocznicę będziemy obchodzić już za 10 dni.
Z pewnością dla mieszkańców Legnicy w 1241 roku końcem świata był najazd Mongołów. W czasach średniowiecza ludzie głęboko wierzyli, że mors nigra, czyli epidemia dżumy, która w XIV wieku zabiła ok. 30 mln ludzi, to początek Apokalipsy - kary za grzechy. Tereny ówczesnej Polski były relatywnie wolne od tej choroby, co część żyjących w tamtym okresie uznała za znak od Boga, że to jest właśnie nowa ziemia obiecana. Opinii tej nigdy nie podzielali nasi sąsiedzi.
Świat Majów już się skończył
![]() | » Gdy nadejdzie Kryzys – co warto mieć, a czego trzeba się pozbyć |
Z kolei postapokaliptyczne kino to dowód na to, że nawet jeżeli wybuchnie bomba atomowa, z Ziemi wyparuje 99% wody lub spadnie asteroida, to i tak przeżyje część ludzkości, która da światu nowy początek. Paradoksalnie lubimy ten temat, bo każdy wierzy, że to właśnie on będzie częścią ocalej garstki, tworzącej społeczeństwo na nowo. Na szczęście, póki żyje Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Sylwester Stallone i Władimir Putin, nie mamy się czego obawiać.
Kosmos jest dla nas łaskawy
Zdaniem "amerykańskich naukowców", na razie nie musimy się przygotowywać na zderzenie z asteroidą. Zwykłe, szare życie jest nudne. Przełom, katastrofa w wyniku której wyrasta coś nowego, to wdzięczny temat filmowy. Produkcja Rolanda Emmericha "2012" z 2009 roku idealnie odpowiada internetowym opisom katastrofy, która ma nawiedzić ludzkość - tsunami, przebiegunowanie Ziemi, rozpad kontynentów i bohaterski amerykański ojciec rodziny, któremu niestraszny jest nawet wybuch wulkanu w Yellowstone.

Źródło: Thinkstock
To, co nieznane, przeraża nas najbardziej - wielkie wojny, kryzysy ekonomiczne, katastrofy naturalne, ale również postęp technologiczny - elektryczność, rozwój komunikacji. Tym razem nie grozi nam nawet koniec epoki, a kalendarz Majów przejdzie do historii. Producenci atomowych schronów zbankrutują, a komuny ludzi oczekujących tsunami w górach jutro wrócą do domów. A my znów będziemy wyczekiwać sygnału, że nadchodzi Nowy Wspaniały Świat. Choć tak naprawdę zazwyczaj wcale nie chcemy, by cokolwiek się zmieniło.
Mateusz Szymański, Łukasz Piechowiak
Bankier.pl

























































