
Nikon D3X był aparatem oczekiwanym od dawna. Pierwsze realne informacje na jego temat pojawiły się w połowie kwietnia przy okazji publikacji nowego firmware do modelu D3. Od tamtej pory można się było spodziewać, że nowa studyjna lustrzanka Nikona będzie dysponowała rozdzielczością nieco ponad 24 milionów pikseli. W międzyczasie przez Internet przewinęło się sporo plotek na temat nowego, większego od pełnej klatki formatu matrycy MX. Nie przesądzamy, czy te plotki kiedykolwiek staną się prawdą czy nie. Jedno jest pewne - rzeczywisty Nikon D3X został dziś oficjalnie zaprezentowany, w jego wnętrzu znajduje się pełnoklatkowa matryca w formacie FX, a całą konstrukcję można określić jako konserwatywną.
Gdyby opierać się na wyglądzie zewnętrznym, nową lustrzankę łatwo byłoby pomylić z ponad rok starszym kuzynem - Nikonem D3. Nie licząc "x" w nazwie modelu różnic zewnętrznych po prostu nie ma. To dokładnie ten sam solidny, magnezowy korpus, ze wszystkimi zaletami i wadami (nadal zbyt płytki zintegrowany uchwyt pionowy) znanymi z D3. Wnętrze aparatu to już zupełnie inne historia, choć i tam zmian jest wyjątkowo mało.

Na dobrą sprawę, jedyna poważna zmiana dotknęła chyba najważniejszy podzespół aparatu - matrycę światłoczułą. Nowy sensor zachowuje ten sam format FX, odpowiadający wielkością klatce filmu małoobrazkowego, ale podwojeniu ulega liczba upakowanych na nie pikseli. W tym miejscu należy wspomnieć, że kilkanaście tygodni temu koncern Sony wypuścił swoją lustrzankę z ponad 24-megapikselową matrycą. Jak to miało miejsce w przeszłości, tak i tym razem rozpoczną się z pewnością dociekania jak wiele wspólnego mają obydwa sensory. Nie ma na ten temat żadnych oficjalnych i jednoznacznych informacji. To, do kogo należą fabryki produkujące matryce Nikona nie ma zresztą większego znaczenia - na ostateczny efekt uzyskiwany przez aparat składa się oprogramowanie, algorytmy, procesor obrazu i szereg innych elementów. Wróćmy do sensora D3X. Jego dokładne wymiary wynoszą 35,9 x 24 milimetry, całkowita ilość pikseli sięga 25,72 milionów pikseli, z czego efektywnie wykorzystywanych jest 24,5 miliona. Przekłada się to na zdjęcie o maksymalnych wymiarach 6,048 x 4,032. Podobnie jak w D3 dostępne są trzy proporcje boków: 3:2, 4:3 i 5:4. Istotną różnicą w stosunku do Nikona D3, która jednocześnie sugeruje przeznaczenie nowej lustrzanki, jest zakres czułości. Czułością bazową jest ISO 100, a nie ISO 200 jak miało to miejsce w ostatnich kilku modelach. Maksymalna skalibrowana czułość to ISO 1600. W razie konieczności można też skorzystać z rozszerzonego zakresu - od ISO 50, do ISO 6400, choć należy pamiętać, że są top czułości nieskalibrowane. Nikon przyzwyczaił użytkowników do ekstremalnie wysokich czułości, tak że niektórzy spodziewali się wręcz kolejnych rekordów. Najwidoczniej ciągle nie da się pogodzić wysokiej rozdzielczości, dużej dynamiki z mała ilością szumu na najwyższych czułościach. W aparacie studyjnym dwie pierwsze cechy są oczywiście daleko ważniejsze od ostatniej.

Choć procesor zastosowany w nowym aparacie, to ta sama jednostka co w wielu innych, wcześniejszych, to producent deklaruje, że sam proces obróbki obrazu został nieco zmodyfikowany. Według Nikona, sprawdzony Expeed pracujący według nowych procedur ma dać jeszcze lepszą reprodukcję koloru, płynniejsze przejścia tonalne i mniej szumu. Czy tak jest w rzeczywistości - pokażą testy.
Aparatom studyjnym, w przeciwieństwie do reporterskich, nie stawia się dużych wymagań w kwestii szybkości działania (rozumianej jako ilość możliwych do zarejestrowania kadrów na sekundę). Mimo tego D3X utrzymuje zadowalające wyniki: 5 kl/s w formacie FX i 7 kl/s w formacie DX. Aparat współpracuje z kartami UDMA, a czas uruchamiania się (0,12 s) i opóźnienie migawki (0,04 s) zostały utrzymane na takim samym poziomie jak w Nikonie D3.

Na tym należałoby zakończyć przegląd zmian. Reszta parametrów i podzespołów pokrywa się z Nikonem D3. Począwszy od układu autofokusa Multi-CAM 3500FX z 51 polami, poprzez 1005-polowy czujnik mierzący ekspozycję, po 3-calowy ekran o rozdzielczości ponad 900 000 punktów. Najwyraźniej nie zmienił się też wizjer - bardzo dobry, pentapryzmatyczny, o powiększeniu x0,7 i polu krycia kadru 100%. Bez zmian pozostał też cały szereg drobniejszych funkcji. Przypominamy je skrótowo:
* mikro-dostrajanie punktów AF
* Active D-Lighting (w D3X z dodatkowymi parametrami: Auto i Extra High)
* AF na zasadzie detekcji kontrastu w trybie Live View
* korekcje: winietowania i aberracji chromatycznej
* wirtualny horyzont
* złącze HDMI
* zasilanie tym samy akumulatorem - EN-EL4a (do 4400 klatek najednym ładowaniu)
* dwa gniazda na karty CF
Ci, którzy liczyli na innowacyjne rozwiązania i śmiałe pomysły w Nikonie D3X mogą być nieco rozczarowani. Producent bardzo mocno oparł się o sprawdzoną konstrukcję jaką jest model D3. Trudno się temu dziwić - przez ostatni rok, lustrzanka ta wygrywała niezliczone nagrody, zyskiwała uznanie użytkowników i na stałe zagościła w torbach fotoreporterów z całego świata. D3X jest konserwatywną lustrzanką, ale jako profesjonalny aparat studyjny, wcale nie musi szokować nieszablonowymi rozwiązaniami. Musi jedynie przekonać potencjalnych użytkowników jakością obrazu, którą zaoferuje.
autor: Michał Grzegorczyk
źródło: www.nikon.pl


























































