Urlopy ojcowskie to jeden ze sposobów realizacji polityki prorodzinnej przez państwo. Mężczyzna ma mieć prawo do wolnego od pracy, który spędzi z nowo narodzonym członkiem rodziny. Obecnie każdemu świeżo upieczonemu ojcu przysługują dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. Jednak niedawno pojawił się pomysł, by trwał on nawet osiem tygodni.
Pomysł należy do posłów Ruchu Palikota. Zgodnie z projektem nowelizacji Kodeksu pracy, ojcowie mieliby prawo do 8 tygodni urlopu ojcowskiego, z którego mogliby skorzystać do czasu aż dziecko skończy dwa lata (lub do upływu 24 miesięcy od dnia adopcji dziecka, ale nie dłużej niż do 7 roku życia, a w przypadku dziecka wobec, którego podjęto decyzję o odroczeniu obowiązku szkolnego – do 10 roku życia).
Propozycja zakłada, że urlop ojcowski będzie można dzielić. Ojciec będzie mógł wziąć najpierw dwa tygodnie wolnego, a potem wykorzystać pozostałe sześć. Urlopu nie będzie można wykorzystać w tym samym czasie, gdy matka dziecka jest na urlopie macierzyńskim.
Jak jest teraz?
![]() |
»Lawinowo przybywa bezrobotnych matek |
Od początku 2012 roku pracownikowi ojcu przysługują dwa tygodnie urlopu ojcowskiego, ale tylko do ukończenia przez dziecko 12. miesiąca życia. W przypadku dzieci przysposabianych wniosek o urlop ojcowski należy złożyć w ciągu 12 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku sądowego (urlop przysługuje „na dziecko”, które nie ukończyło 7. roku życia lub w przypadku odroczenia obowiązku szkolnego – 10 roku życia). Urlop ojcowski jest urlopem płatnym i nie ma wpływu na wymiar „normalnego urlopu”.
Od 1 stycznia 2010 roku każdy ojciec, którego dziecko nie ukończyło 1 roku miał prawo do wzięcia 1 tygodnia urlopu ojcowskiego. Od 1 stycznia 2012 roku, wymiar tego urlopu zwiększył się do dwóch tygodni.
Ojcowie nie korzystają ze swoich przywilejów
Niestety ojcowie wciąż rzadko kiedy decydują się na skorzystanie z przysługującego im urlopu. Do końca 2012 roku, łącznie z urlopu ojcowskiego skorzystało ok. 20 tys. osób, wobec prawie 300 tys. którzy mieli taką możliwość. To niewiele biorąc pod uwagę, że w tym okresie (styczeń 2010 - grudzień 2011) urodziło się ponad 750 tys. dzieci.
Ojcowski to nie „tacierzyński”
Urlop ojcowski i „tacierzyński” (macierzyński) to dwa różne rodzaje urlopów, chociaż obydwa przysługują ojcu mniej więcej w tym samym okresie. Nazw tych nie wolno stosować zamiennie, bo to może prowadzić do pomyłek. Urlop „tacierzyński” (macierzyński) to tak naprawdę część niewykorzystanego przez matkę urlopu macierzyńskiego.
Matce przysługuje 20 tygodni urlopu macierzyńskiego w przypadku urodzenia 1 dziecka. Po 14 tygodniach ma ona prawo do zrezygnowania z dalszego urlopu (zasiłku), wówczas pozostałe 6 tygodni ma prawo przejąć ojciec. Ojciec może skorzystać z dodatkowego urlopu macierzyńskiego, z którego nie skorzystała matka, ale w wymiarze 2 tygodni przy urodzeniu jednego dziecka i 3 tygodni, gdy na świat przyszło więcej dzieci. Ponadto ojcu przysługuje prawo do zasiłku, w czasie gdy matka po 8 tygodniach od rozpoczęcia urlopu macierzyńskiego jest hospitalizowana.
Dlaczego RP chce wprowadzić zmiany?
![]() |
» Jak walczyć z bezrobociem? |
Przedłużenie urlopu ojcowskiego ma na celu zwiększyć rolę ojców w wychowywaniu dzieci. Jednak ma to nie tylko służyć budowaniu więzi z potomkiem, ale także ułatwić kobiecie powrót do obowiązków zawodowych. Właśnie z tego powodu, urlop ojcowski nie mógłby być brany w tym samym czasie, gdy kobieta jest w trakcie urlopu macierzyńskiego. Chodzi o to, by rodzice realnie dzielili się obowiązkami w opiece nad dzieckiem. Innymi słowy, zmiany te mają na celu maksymalne zrównanie sytuacji prawnej obojga pracujących rodziców.
Gwóźdź do trumny umów o pracę?
Propozycja RP może się podobać większości pracującego społeczeństwa. Jednak ustawa dotyczy tylko tych pracowników, którzy zatrudnieni są na podstawie umowy o pracę, która niestety powoli staje się „dobrem luksusowym”. Z urlopu ojcowskiego nie mogą korzystać osoby samozatrudnione i pracownicy na umowie zlecenia.
Swój sprzeciw wyrażają organizacje zrzeszające pracodawców. Twierdzą, że jest to bardzo drogie, populistyczne rozwiązanie, które zwiększy wydatki po stronie ZUS-u, który i tak ma już spore problemy. Ponadto może to zwiększyć koszty pracodawców, którzy będą musieli liczyć się nawet z ośmiotygodniową nieobecnością pracownika w pracy. Wielu przedsiębiorców nie zatrudnia kobiet z powodu ich uprawnień macierzyńskich. Zaproponowane regulacje w pewnym sensie zrównają status kobiet i mężczyzn. Część ekspertów twierdzi, że jest to dobry pomysł na rozwiązanie problemu zatrudnienia pań. Jednak z drugiej strony, być może będzie to kolejny „gwóźdź do trumny” umów o pracę.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl



























































