Musimy szukać rozwiązań, które złagodzą skutki ceł nałożonych przez prezydenta Trumpa - przekazał we wtorek premier Donald Tusk podczas spotkania z przedstawicielami branży motoryzacyjnej. Nowe taryfy pośrednio dotkną produkowanych w Polsce części i akcesoriów o rocznej wartości ponad 300 mln dol.


We wtorkowym spotkaniu z przedstawicielami branży motoryzacyjnej udział wzięli obok szefa rządu także minister finansów Andrzej Domański, a także szefowa resortu przemysłu Marzena Czarnecka oraz minister rozwoju Krzysztof Paszyk.
"Zaprosiliśmy przedstawicieli branży motoryzacyjnej na szybkie konsultacje po decyzjach w sprawie ceł podjętych administrację prezydenta Trumpa (Donalda Trumpa - PAP). Naszym zadaniem jest szukanie rozwiązań i rekomendacji do działań na arenie europejskiej, które zredukują negatywne skutki ceł" - powiedział premier.
Przekazał, że tym tygodniu będzie rozmawiał z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. "Zależy mi żebyście mi powiedzieli, co mogę zrobić, jakie mam formułować sugestie wobec KE, które mogłyby chronić polski przemysł i branżę motoryzacyjną" - zwrócił się do uczestników spotkania.
Premier wskazał, że musimy szukać rozwiązań i działań, które uchronią lub przynajmniej złagodzą skutki wysokich ceł.
Obecny na spotkaniu minister finansów Andrzej Domański stwierdził, że wpływ decyzji amerykańskiej administracji dot. nałożenia ceł będzie miał istotny wpływ na światową gospodarkę. "Widzimy to już w ostatnich dniach na rynkach, na giełdach - spadające indeksy, spadające ceny surowców, takich jak ropa czy miedź, które pokazują, że pojawia się dużo obaw, (...) jak będzie rozwijała się światowa gospodarka w najbliższych kwartałach, latach" - powiedział.
Dodał, że Stany Zjednoczone to ósmy największy rynek eksportowy dla Polski, a pod względem tzw. wartości dodanej, drugi.
Domański podkreślił, że branża motoryzacyjna stanowi silnik napędowy polskiego eksportu, zapewniający 8 proc. PKB i ma też bardzo duże znaczenie jeśli chodzi o zatrudnienie. "To często też jest ten obszar, w którym widzieliśmy bardzo wysokie inwestycje w ostatnich latach" - zwrócił uwagę. Jednocześnie zapewnił, że rządowi zależy na utrzymaniu poziomu tych inwestycji.
Z kolei szefowa resortu przemysłu Marzena Czarnecka przekazała, że 25 proc. cła na importowane do USA samochody i lekkie ciężarówki dotyczą pośrednio produkowanych w Polsce części i akcesoriów samochodowych, których wartość w 2024 r. wyniosła 311 mln dol. To są części do samochodów, które są eksportowane do USA w liczbie nie większej niż milion rocznie - wyjaśniła. "Wprowadzenie tych ceł stanie się pośrednio odczuwalne" - dodała.
Minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk zapewnił, że polski rząd jest bardzo aktywny na forum europejskim od samego początku kryzysu wywołanego przez wprowadzenie nowych stawek celnych przez amerykańską administrację. "Wczoraj odbyło się spotkanie europejskich ministrów odpowiedzialnych za handel. W kontekście branży motoryzacyjnej sporo uwagi poświęcono skutkom zewnętrznym, które to spowoduje. Chodzi na przykład o napływ samochodów i części z Azji bezpośrednio do Europy. Ta sytuacja jest monitorowana, żeby dodatkowym negatywnym skutkom zapobiegać" - zaznaczył.
Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego Jakub Faryś przekonywał, że branża motoryzacyjna jest kluczowa dla polskiej gospodarki. "Zmniejszenie eksportu europejskich samochodów na rynek amerykański oznacza, że mniejsze będzie zapotrzebowanie na komponenty produkowane w Polsce" - zauważył.
Dodał, że branża motoryzacyjna jest obecnie w bardzo trudnej sytuacji, do której przyczyniła się pandemia COVID-19 i zerwane łańcuchy dostaw, a potem problemy związane z wybuchem wojny na Ukrainie, w tym szalejące ceny surowców. "Bardzo dużym wyzwaniem dla branży jest również przechodzenie na zeroemisyjność, a także presja ze strony chińskich producentów" - podkreślił.
Faryś zaproponował utworzenie "na najwyższym szczeblu" zespołu, który na bieżąco zajmowałby się problemami sektora motoryzacyjnego. "Branża motoryzacyjna prosi o wsparcie, żebyśmy mogli być dalej konkurencyjni, a za 5, 10, 15 lat mogli z dumą mówić, że branża motoryzacyjna jest jedną z najważniejszych w Europie" - podkreślił.
Prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych Tomasz Bęben przekazał z kolei, że w Polsce działa ponad tysiąc podmiotów, które produkują części i komponenty - "od małych rodzinnych przedsiębiorstw, po ogromne korporacje zatrudniające w sumie tysiące polskich inżynierów i rozwijające najnowszą myśl techniczną. Ich know-how zobaczymy w samochodach, które trafią na rynek w przyszłości" - powiedział.
Bęben podkreślił, że w negocjacjach ze stroną amerykańską kluczowa będzie jedność Unii Europejskiej, a działanie na rzecz jej zachowania powinno być jednym z zadań polskiego rządu. "Tylko wtedy będziemy równorzędnym partnerem w negocjacjach z prezydentem Trumpem" - stwierdził.
Szef Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych dodał, że szansą dla europejskiego, w tym polskiego sektora motoryzacji, dającą możliwość zdywersyfikowania eksportu jest m.in. zawarcie umowy handlowej z krajami Mercosur. "Ma ona negatywny PR wśród rolników, ale dla branży motoryzacyjnej, to bardzo duża szansa na rozwój" - zaznaczył.
Bęben zwrócił również uwagę na krępujące działalność branży motoryzacyjnej rozwiązania legislacyjne. "Nie potrzebowalibyśmy deregulować, gdybyśmy tworzyli przepisy z głową. Każdy z nas mógłby wymienić co najmniej kilka aktów legislacyjnych, które utrudniają nam działalność" - dodał.
W ubiegły czwartek weszły w życie 25-procentowe cła na importowane do USA samochody i lekkie ciężarówki. Z cła częściowo wyłączone są auta z Meksyku i Kanady, zaś podatek od importu części samochodowych i komputerów ma zostać wdrożony 3 maja. Z tego powodu premier Donald Tusk zaprosił przedstawicieli branży na spotkanie w temacie ceł.
Spadki na giełdach nie wpłynęły na finanse Polaków, ale cła mogą zaszkodzić gospodarce
Przeciętny Polak nie inwestuje w akcje, więc gwałtowne spadki na giełdach nie wpłynęły na jego oszczędności – twierdzą ekonomiści, z którymi rozmawiała PAP. Natomiast zapowiedziane amerykańskie cła mogą doprowadzić do recesji, a to wpłynie na firmy, wynagrodzenia czy bezrobocie.
Eksperci podkreślili, że spadki na giełdach są efektem zapowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa o nałożeniu ceł na prawie wszystkie kraje prowadzące handel ze Stanami Zjednoczonymi. "Inwestorzy postrzegają to jako istotną zmianę, która burzy porządek w globalnym handlu" – powiedział PAP Adam Antoniak, ekonomista banku ING.
Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ze względu na bezpieczeństwo obrotu zawiesiła w poniedziałek notowania na wszystkich rynkach od godz. 15.15 do 16.15.
Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku dodała, że rynki są niepewne co do tego, czy oraz w jakiej skali cła będą wprowadzone, oraz jaki będzie ich wpływ na gospodarki amerykańską, europejską i chińską, a w konsekwencji także na krajową koniunkturę.
Antoniak zaznaczył, że w Polsce sytuacja gospodarstw domowych nie jest tak silnie związana z rynkiem akcji, jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych. "Jesteśmy bardziej konserwatywni jeśli chodzi o przechowywanie oszczędności; głównie lokujemy je na lokatach bankowych lub zwykłych rachunkach, a nie w akcjach czy obligacjach" – dodał.
Według Agaty Filipowicz-Rybickiej sytuacja na giełdach ma natomiast wpływ na rynek walutowy, co oznacza, że osoby planujące zagraniczne wakacje lub zakupy za granicą mogą w najbliższym czasie płacić więcej za wymianę walut.
Zdaniem Antoniaka informacje dotyczące zawirowań na giełdach oraz ceł mogą wpłynąć na zachowania konsumentów, które jednak trudno przewidzieć. "Część gospodarstw domowych może uznać, że w sytuacji podwyższonej niepewności należy ograniczyć aktywność zakupową, ale może też być grupa, która przyspieszy decyzje zakupowe, skoro z powodu ceł ceny towarów mogą wzrosnąć" – powiedział.
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku inwestorów giełdowych. Polacy, którzy inwestowali w akcje notowanych na giełdzie przedsiębiorstw, mogli ponieść straty, zwłaszcza jeśli były to inwestycje krótkoterminowe. Filipowicz-Rybicka przypomniała w rozmowie z PAP, że przeceny na rynkach finansowych są zjawiskiem typowym – po załamaniach wyceny, w większości przypadków, prędzej czy później wracają one do swoich długoterminowych trendów, które globalnie, w przypadku głównych indeksów akcji, są zazwyczaj wzrostowe.
Ekonomiści przypomnieli również, że duża grupa Polaków posiada udziały w rynku kapitałowym, uczestnicząc w II lub III filarze emerytalnym lub w Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK). "To są aktywa lokowane na giełdzie, więc poniosły straty" – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista banku Pekao.
"Emerytury to długoterminowe inwestowanie i w takim przypadku zmiany w wycenie (akcji – PAP) nie są aż tak odczuwalne" – zauważył Antoniak.
Filipowicz-Rybicka dodała, że jeśli obecne zawirowanie na giełdach miałoby się przeciągnąć i potrwać nawet kilka miesięcy, to w końcu rynek finansowy i tak wróci do równowagi.
Rozmówcy PAP uważają, że dużo większy wpływ na polskie gospodarstwa domowe miałoby spowolnienie światowej gospodarki wywołane cłami i wojną handlową. Antoniak podkreślił, że może to się skończyć recesją, która wpłynie na przedsiębiorstwa, wynagrodzenia czy bezrobocie.
Zdaniem Pogorzelskiego, efektem "dramatycznego odcięcia się od światowego handlu przez największą gospodarkę" będą wyższe koszty ponoszone przez firmy. Ekonomista z Pekao ocenił, że polskie spółki będą funkcjonować w trudniejszym otoczeniu, ponieważ będą miały mniej zleceń od zagranicznych partnerów handlujących z USA. "To przekłada się bezpośrednio na perspektywy zawodowe Polaków w sektorze przedsiębiorstw” - wyjaśnił. Przyznał jednak, że „nie oznacza to nagłego wzrostu bezrobocia czy spadku dynamiki płac”.
Filipowicz-Rybicka zastrzegła jednak, że nadal nie wiadomo, w jakiej skali i czy w ogóle dojdzie do wojny handlowej. Jej zdaniem Amerykanie mogą zdecydować się na wycofanie się z niektórych ceł lub ich ograniczenie. "Jeśli zapowiadane cła staną się faktem, globalny popyt spadnie, a wzrost polskiej gospodarki może być mniejszy" – zauważyła przedstawicielka Aliora. Dodała, że nie można wykluczyć, iż "uderzenie w europejską gospodarkę okaże się małe lub wręcz żadne, co pośrednio wpłynie na potencjał krajowej koniunktury".
Według Adama Antoniaka, najlepszym sposobem na zabezpieczenie się przed skutkami wahań cen akcji jest nieangażowanie się w rynek kapitałowy, który – jak powiedział – z definicji charakteryzuje się zmiennością. Pogorzelski z kolei zauważył, że przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce nie ma wpływu na globalną wojnę celną, a jeśli chce uniknąć niepokoju, powinno rozważyć inwestycje bezpieczniejsze niż giełda. (PAP)
mrb/ bst/ mhr/
gkc/ mick/



























































