Ten kraj ma ogromne pieniądze, ale i olbrzymie potrzeby. Pobyt tutaj wymaga solidnego przygotowania, bo właśnie trwa kolejna fala terroru. Sporo miejsc wygląda jak wielki plac budowy, prąd dostarcza się ledwie przez kilka godzin dziennie, a mimo to ciągną tu inwestorzy z całego świata.


O irackiej codzienności w rozmowie z Bankier.pl opowiada ambasador RP w Bagdadzie, Lech Stefaniak.
Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Media podają, że niedawno, na skutek wybuchu miny, cudem uszedł Pan z życiem. Czy to najtrudniejsza Pana chwila w Iraku?
Lech Stefaniak, ambasador RP w Bagdadzie: Sytuacje podobne do mojej zdarzają się często. Każdą analizujemy, posiadamy odpowiednie siły i środki, by unikać lub minimalizować skutki takich działań. Ogólnie funkcjonowanie przy obecnym poziomie bezpieczeństwa nie jest łatwe dla każdego mieszkańca Iraku. Trudnych chwil jest wiele.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uruchomiło wyszukiwarkę ostrzeżeń dla podróżujących za granicę. Przy Iraku brak adnotacji. Czy to oznacza, że jako turystka mogę się dziś czuć w Iraku bezpiecznie?
Bezpieczeństwo w Iraku zależy od miejsca i czasu, jak i od rozwoju sytuacji wokół tego państwa. Po krwawych latach 2006-2007 mamy do czynienia z kolejną falą terroru, wynikającą głównie z nierozwiązanych sporów między szyitami a sunnitami.

Droga do Iraku, fot. Thinkstock
Zdecydowanie najbezpieczniejszymi rejonami są prowincje irackiego Kurdystanu, względnie bezpieczne są również rejony na południe od Bagdadu aż po samą Basrę. Prowincje zachodnie są obecnie areną masowych antyrządowych demonstracji oraz miejscem przenikania elementów terrorystycznych z ogarniętej wojną domową Syrii. Roponośne tereny sporne wokół Kirkuku i Mosulu to miejsce demonstracji siły militarnej Kurdów i Arabów, a rejony na północ od Bagdadu stanowią schronienie i miejsce budowy komórek irackiego odłamu Al-Kaidy. Ogromnym poligonem rywalizacji jest również sam Bagdad. Rywalizacja polityczna przed wyborami prowincjonalnymi wzmacnia napięcie i skutkuje seriami zamachów na organizatorów wyborów.

Lotnisko w Bagdadzie, fot. Thinkstock
Ostrzeżenie dla podróżujących znajduje się na stronie internetowej placówki. Mówiąc o turystyce, należy wziąć również pod uwagę możliwość poruszania się po kraju. Olbrzymia liczba punktów kontrolnych na drogach i w miastach oraz konieczność posiadania odpowiednich przepustek bardzo utrudnia swobodne przemieszczanie się.
Czy stopień ewentualnego niebezpieczeństwa można wiązać z charakterem pobytu – prywatnym czy zawodowym? Według danych z 2010 r. to właśnie w tym kraju zginęło najwięcej dziennikarzy.
Dziennikarstwo to specyficzny zawód, który - podobnie jak zawód żołnierza czy policjanta - wymaga pobytu człowieka na pierwszej linii ognia. Powszechne zagrożenie terroryzmem powoduje, że irackie siły bezpieczeństwa zdają się już bardzo przeczulone na wszelkie oznaki planowania czy realizacji działań terrorystycznych. Stąd problemy francuskiego fotoreportera sprzed kilku tygodni, który, próbując fotografować obiekty cywilne, został aresztowany na długi czas.
W wielu sytuacjach nawet paszport dyplomatyczny nie pomaga na swobodę działania, głównie dlatego, że mnogość sił przebywających na ulicach i realizujących proste zadania porządkowo-ochronne utrudnia obieg informacji o zasadach traktowania różnych osób i dokumentów. Żołnierz czy policjant stojący na punkcie kontrolnym nie zawsze wie, kto to jest dyplomata i jakie są jego prawa. Z reguły tylko posiadanie podstawowego identyfikatora, pozwalającego na wejście do określonej strefy, pozwala na w miarę swobodne poruszanie się. Stąd trudno mówić o różnicy między jednym czy drugim charakterem pobytu. Każdy pobyt w sytuacji Iraku wymaga solidnego przygotowania.
Które miejsca na mapie Iraku nie istnieją dla osób postronnych?
W sytuacji zagrożenia każda osoba postronna jest traktowana jako podejrzana. Dlatego sugerujemy unikania miejsc i rejonów odosobnionych, bez nadzoru wojska czy policji.
Wiadomo Panu o Polakach mieszkających w Iraku prywatnie?
W Iraku trudno mówić o Polonii w ogólnie pojmowanym znaczeniu. Trudności komunikacyjne, brak systemu ewidencji ludności czy prostego systemu adresowego nie pozwalają na odszukanie lub bezpośredni kontakt z rodakami. W samym Bagdadzie utrzymujemy kontakt zaledwie z kilkoma osobami pochodzenia polskiego, głównie z paniami, które wyszły za mąż za Irakijczyków studiujących w przeszłości w Polsce.

Amerykański żołnierz w Iraku, fot. Thinkstock
Znacznie szersze grono osób związanych z Polską stanowią iraccy absolwenci polskich uczelni. Są to osoby w różnym wieku, rozrzucone praktycznie po całym Iraku, doskonale mówiące po polsku. Podstawową wartością tej grupy jest ich wielkie przywiązanie do naszego kraju, wyrażające się w bardzo przyjaznym odnoszeniu do pracowników placówki i do naszych problemów. Grupę tę oceniamy na ponad 300 osób. Jeden z panów pracuje dla naszej placówki. Sądzę, że w miarę poprawy sytuacji w Iraku będzie możliwość nawiązania kontaktów z tymi ludźmi, bo zapewne wielu z nich założyło rodziny w Polsce i wielu członków ich rodzin posiada obywatelstwo polskie.
Na ile życie przebywających tu Europejczyków jest ograniczone poprzez specyfikę miejsca? Czego przykładowo lepiej nie robić, jak nie postępować?
O odmienności tego miejsca stanowi świat arabski, zwyczaje i religia. Pobyt w takim miejscu na pewno wymaga zapoznania się z podstawowymi zachowaniami gospodarzy oraz uszanowania czasami trudnych do zrozumienia spraw. Niemniej stosując prostą zasadę, mówiącą o tym, że jeśli nie wiesz, jak w danej sytuacji się zachować – postępuj po prostu przyzwoicie, można znaleźć wspólny język i przełamać wszelkie bariery. Nie dziwmy się odmienności. W jednoczącej się Europie, ba - nawet w Polsce - każdy region kultywuje i pragnie zachować własną kulturę czy zwyczaje. Ale należy również przyznać, że obserwuje się w coraz większej skali wpływy kultury Zachodu.
Jak wygląda codzienność pracowników ambasady w tak niecodziennym miejscu?
Ambasada i jej personel wykonują zadania określone w Konwencji Wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych. Ogólnie rzecz ujmując, utrzymujemy i rozwijamy stosunki między Irakiem a Polską w praktycznie wszystkich obszarach. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat nasza aktywność zmalała z uwagi na toczące się konflikty zbrojne. Dlatego też jednym z zadań jest promowanie Polski jako kraju nowoczesnego, otwartego na współpracę, chcącego dzielić się swoimi doświadczeniami z okresu transformacji ustrojowej. Właśnie tym zadaniom pracownicy placówki poświęcają większość czasu. Pomagamy również naszym rodakom pragnącym nawiązywać relacje we wszystkich sferach funkcjonowania gospodarki, nauki czy kultury.

Pałac Al Faw, fot. Thinkstock
Ograniczenia wynikające z poziomu bezpieczeństwa przekładają się oczywiście na tempo realizacji naszych zadań, jak i na pozostałe sprawy związane z funkcjonowaniem nas samych. Brak możliwości dostępu do dóbr kultury, ograniczone do chronionego obiektu ambasady przebywanie personelu wpływa dość stresująco na pracowników. Dlatego staramy się zagospodarowywać nie tylko resztki wolnego czasu, ale i skrawki gruntu otaczającego budynek ambasady do relaksu i odreagowywania trudnych momentów naszej pracy. Wykorzystując Skype’a czy inne środki łączności każdy z nas stara się codziennie zamienić kilka zdań z rodziną pozostającą w kraju, pomóc w rozwiązaniu podstawowych problemów żony, męża czy dzieci. Mimo silnego słońca codzienność jest szara, ale staramy się, by nie była zbyt szara.
Na czym polegają główne zadania ambasadora w Bagdadzie?
Kierowanie placówką to podstawowy obowiązek ambasadora. Ponadto, będąc najwyższym przedstawicielem Polski, utrzymuję kontakty z przedstawicielami irackiego parlamentu, kancelarii prezydenta czy władzy wykonawczej. W Bagdadzie funkcjonuje piętnaście placówek krajów Unii Europejskiej. Stałe kontakty z moimi koleżankami i kolegami z tych i innych placówek to również duża część codziennych obowiązków.
Dyplomacja wymaga śledzenia wydarzeń, jakie rozgrywają się dookoła. Czym teraz żyją irackie media?
Skomplikowana sytuacja bezpieczeństwa, trwające demonstracje antyrządowe i na tym tle przygotowywane i prowadzone wybory prowincjonalne wywołują codzienną falę komentarzy polityków bardzo szerokiej sceny politycznej. Wiele uwagi codzienna prasa poświęca bezpieczeństwu, relacjonując zdarzenia, do których dochodzi praktycznie codziennie. Zarządzanie kryzysem w państwie przejawia się natomiast w mniejszej ilości informacji ekonomicznych czy relacjonujących sytuację międzynarodową.
Od śmierci Saddama Irak podobno bardzo się zmienił. Które zmiany zaobserwowane w czasie swojego pobytu w Iraku uważa Pan za najpoważniejsze?
Osobiście nie mam punktu odniesienia i nie mogę porównywać sytuacji sprzed lat do obecnej. Mogę natomiast powiedzieć, że obserwuje się dążenie do odbudowy kraju zniszczonego praktycznie we wszystkich sferach. Tworzone są programy budowy sieci komunikacyjnej, programy odbudowy sektora rolniczego, budownictwa przemysłowego i mieszkaniowego, odbudowy przemysłu przetwórczego czy energetyki. Zajmują się tym zarówno agendy rządowe, jak i rodzący się sektor prywatny. Wiele miejsc, szczególnie w Kurdystanie, przypomina jeden wielki plac budowy.

Kierunek: Bagdad, fot. Thinkstock
Wielką rolę w tym procesie odgrywają organizacje międzynarodowe, których agendy funkcjonują również w Polsce i również przy naszym udziale realizują swoje zadania, choćby w zakresie tworzenia sektora prywatnego w Iraku.
Mimo tych zmian i - co ważniejsze - mimo ogromnych zasobów ropy, w codziennym Iraku brakuje paliwa do samochodów, produkty są importowane, mieszkańcy cierpią na niedostatki elektryczności. Jest więcej przykładów takiej anormalności?
Trudno tego typu problemy nazywać anormalnymi w sytuacji wieloletnich zaniedbań i zniszczeń powodowanych konfliktami zbrojnymi czy trwającą falą terroru. Choć istotnie, zdziwienie może wywoływać fakt, że państwo będące drugim w świecie eksporterem ropy naftowej co roku importuje ogromne ilości paliw, a dostawy energii elektrycznej w samym Bagdadzie realizowane są od 6 do 8 godzin na dobę. Praktycznie każdy obiekt, w tym ambasada, posiadają swoje generatory prądu, bez których funkcjonowanie w tych warunkach jest praktycznie niemożliwe.
Jak wspomniałem, opracowywane są wielkie programy, ogłaszane są przetargi na budowę rafinerii czy elektrowni. 98% dochodów budżetowych pochodzących z eksportu ropy powinno zapewnić realizację takich właśnie programów. Jednocześnie spora część pieniędzy jest dewastowana w wyniku działań korupcjogennych czy świetnie funkcjonującej, szerzącej się biurokracji, utrudniającej dostęp do wielu dziedzin dla podmiotów zagranicznych. Państwo podejmuje walkę z tego typu zjawiskami, lecz na efekty przyjdzie zapewne poczekać jeszcze dość długo.
Przy rozmowie o codziennym życiu chcę zapytać o codzienne ceny. Jak kształtuje się rynek w kraju o tak nietypowej historii?
Generalnie w tym bogatym kraju obowiązywał do tej pory kartkowy system racjonowania żywności. Wynika to z faktu, że zniszczone za czasów Saddama Husajna rolnictwo czy inne gałęzie przemysłu nie mogą w wystarczającym stopniu zabezpieczyć potrzeb społeczeństwa praktycznie we wszystkich dziedzinach. Dotyczy to głównie żywności, ale także materiałów budowlanych czy przedmiotów codziennego użytku. Ceny są raczej porównywalne do naszych. Pocieszające jest, że w tych zaledwie kilku sklepach, w których mamy możliwość zaopatrywania się w podstawowe produkty żywnościowe, można spotkać coraz więcej wyrobów z Polski.
Mówił Pan o trudnościach, jakie stają na drodze zagranicznym inwestorom. Ale czy oni, w tym ci z Polski, w ogóle wykazują dziś zainteresowanie projektami w Iraku?
Sytuacja ekonomiczna w Polsce do tej pory nie zmuszała polskich inwestorów do poszukiwania rynków właśnie w Iraku, choćby ze względu na niepewną sytuację w zakresie szeroko rozumianego bezpieczeństwa fizycznego czy bezpieczeństwa inwestycyjnego. Rynek iracki wymaga znajomości jego specyfiki. Tylko dobrze znający tutejsze realia, posiadający mechanizmy nawigacji w tym trudnym terenie poradzą sobie z wszelkimi uwarunkowaniami.

W Iraku, fot. Thinkstock
Pojawia się, i to jest bardzo pocieszające, coraz więcej firm, przedstawicieli handlowych, zakładane są biura. Tego typu przyczółki są niezbędne dla dobrego umocowania interesu na początkowym stadium. Tak czyniły i tak czynią setki, jeśli nie tysiące zagranicznych firm inwestujących czy prowadzących wymianę handlową z Irakiem.
Kto najpewniej będzie tu rozwijał całą niezbędną społeczeństwu infrastrukturę - szkoły, studnie, domy itd.?
W Iraku inwestuje praktycznie cały świat. My jesteśmy spóźnieni o kilka lat, ale nie traćmy nadziei i czasu. Pewne informacje i mechanizmy w postaci Prawa Inwestycyjnego irackiego czy kurdyjskiego, dane o imprezach targowych stanowiących dobrą okazję do nawiązania relacji z tym chłonnym rynkiem, zostały kilka miesięcy temu zamieszczone na stronie internetowej placówki www.bagdad.msz.gov.pl. Podkreślam, ten kraj ma olbrzymie potrzeby, ale i ogromne pieniądze, które może i chce zainwestować w swoją odbudowę.
Jakich zmian w Iraku oczekuje Pan w najbliższym czasie?
Wielką niewiadomą są wyniki wyborów prowincjonalnych i ich przełożenie na ogólną sytuację w kraju. Przez wielu traktowane one są jako przygrywka przed wyborami parlamentarnymi, planowanymi na rok następny. Trwający praktycznie od wyborów 2010 kryzys polityczny rodzi plany przyspieszenia przyszłorocznych wyborów.
Opcją zdecydowanie gorszą jest podział Iraku, a perspektywa wojny domowej, rodzaju arabskiej wiosny, której tak naprawdę w Iraku nie było, również jest bardzo realna. Tak więc wizja przyszłości jest mało pocieszająca.
Co mogłoby stanąć na przeszkodzie rozwojowi Iraku?
Trwająca stagnacja polityczna, przejawiająca się w choćby zawieszaniu prac w rządzie przez ministrów bardzo ważnych resortów (spraw zagranicznych, handlu) utrudnia realizację tworzonych planów. Pochodną takiego stanu jest pogarszający się poziom bezpieczeństwa. Wszystko to przekłada się na warunki życia obywateli.
Dziękuję za rozmowę.
Ceny w Iraku (Bagdadzie)* |
|
|
Waluta: dinar iracki, dolar amerykański; 1 USD = ok. 1 200 IQD 1l mleka to koszt: ok. 1,2 USD 1l benzyny: 0,8 USD 3-pokojowe mieszkanie średniej klasy: 100-metrowe ok. 150 000 USD w Bagdadzie Inaczej niż w Polsce, odpłatne są: brak systemu podatkowego czy systemu ubezpieczeń społecznych Zdecydowanie tańsze niż w Polsce są: benzyna * Na pytania odpowiada Lech Stefaniak, bohater Tam mieszkam: Irak |













!["Bardzo ciężka praca, ale i bardzo dobre życie". Bankowiec z Polski o realiach Nowego Jorku [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/1/f/4fd22ab3ebbae7-480-288-0-0-1488-893.jpg)










































