Na akcjach Jastrzębskiej Spółki Węglowej trwa festiwal spadków. Choć spółka jest rentowna i daleko jej do kryzysu z 2015 roku, to jednak w ostatnich miesiącach stopy zwrotu z akcji JSW prezentują się fatalnie.


Już tylko niewiele ponad 40 zł trzeba zapłacić za jedną akcję Jastrzębskiej Spółki Węglowej. "Tylko", bowiem jeszcze w marcu 2018 roku było to ponad 100 zł. Od tego momentu akcje JSW potaniały zatem o blisko 60 proc., tylko w tym roku przecena sięga zaś 40 proc.
Póki co nie widać zresztą sygnałów poprawy. Ostatnim wzrostowym miesiącem na JSW był marzec 2019 (+5,9 proc.), kolejne cztery przyniosły zaś spadki. W kwietniu było to -4,9 proc., w maju jednak już aż -13,5 proc. W czerwcu, gdy WIG20 odbijał, JSW zaliczyło spadek o 6 proc., w lipcu zaś spadki znów przekraczają 13 proc. Taka seria sprawiła, że akcje jastrzębskiej spółki znalazły się na poziomach najniższych od września 2016 roku, a więc blisko od 3 lat.
To nie pierwszy tak słaby okres w giełdowej historii JSW. W 2014 roku spółka straciła blisko 70 proc. wartości w 12 miesięcy, rok później była zaś już na skraju upadłości. Następnie spółka powstała jak feniks z popiołów, odzyskała rentowność, a jej akcje w 2016 roku podrożały aż o 528 proc., jednak pod koniec 2015 roku ryzyko upadłości było naprawdę spore. O drodze, jaką przeszła wówczas Jastrzębska Spółka Węglowa rozmawialiśmy w 2017 roku z jej ówczesnym wiceprezesem Robertem Ostrowskim. Teraz sytuacja jest daleka od tej z najtrudniejszego momentu tamtego kryzysu, można jednak dostrzec pewne analogie w przyczynach spadków. W mniejszej skali, ale jednak.
Mocna przecena węgla koksującego
Ostatnio mocno na niekorzyść JSW działa sytuacja na rynkach międzynarodowych. Spółka wydobywa przede wszystkim węgiel koksujący (69 proc. wydobycia, 31 proc. to energetyczny), jego cena zaś - choć w maju zbliżała się na światowych rynkach do 200 dolarów za tonę - dziś wynosi ledwie ok. 160 dolarów za tonę, czyli mniej więcej tyle co na początku 2018 roku. I to mimo zapowiedzi ekspertów, że cena w 2019 roku pozostanie wysoka. Przykładowo analitycy Fitcha jeszcze w maju prognozowali, że średnia cena w ciągu roku sięgnie 195 dolarów za tonę. Słabe dane napłynęły jednak z chińskich hut, jednego z najważniejszych odbiorców węgla koksującego, i w efekcie na rynku pojawiły się spadki.
JSW wprawdzie niemal cały węgiel sprzedaje w Unii (głównie w Polsce), więc jest nieco bardziej odporna na azjatyckie ceny. Te jednak prędzej czy później przekładają się na ceny zawarte w kontraktach z Jastrzębianami, to bowiem ceny globalne stanowią podstawę przy negocjacjach z kontrahentami, nawet europejskimi. Warto także wspomnieć, że w 2018 roku średnia cena węgla koksującego sprzedawanego przez JSW sięgnęła 658,67 zł, tymczasem cena węgla na światowych rynkach po ostatnich spadkach to obecnie w przeliczeniu 616,3 zł. O utrzymanie cen będzie zatem ciężko.
Koszty rosną, ceny i produkcja spadają
JSW nie podaje, ile kosztuje produkcja jednej tony węgla koksującego, podaje jednak dane zbiorcze dla węgla (także z tańszym na rynkach energetycznym). Tutaj koszt tony sięgał w 2018 roku 398 zł, jest więc jeszcze pole do zarabiania, choć powoli się ono zawęża. Szczególnie że koszty te, co warte ponownego podkreślenia, biorą także pod uwagę węgiel energetyczny (około 1/3 produkcji JSW), który w 2018 roku Jastrzębianie sprzedawali po 249 zł/tonę, czyli poniżej tychże kosztów.
Dodatkowo uwidaczniają się trzy negatywne dla JSW trendy. Pierwszy to wzrost kosztów jednostkowych (w 2017 roku wynosiły one 312 zł/tonę, w 2016 zaś 251 zł/tonę). Drugi to spadek cen węgla energetycznego w 2019 roku, także i on będzie zatem najprawdopodobniej stanowił większe obciążenie dla wyników JSW. Trzeci to fakt, że nie tylko spadają ceny, ale i produkcja. Przykładowo w drugim kwartale 2019 roku JSW wyprowdukowała łącznie 3,53 mln ton wobec 3,80 mln ton rok wcześniej (spadek o 7,1 proc.).
A na horyzoncie rysują się przecież jeszcze problemy z rosnącymi cenami emisji CO2, drożejącym prądem i wycofywaniem się producentów stali z Europy. Choć wprawdzie ostatnio ArcelorMittal zamroził decyzję o wygaszeniu krakowskiego pieca, to jednak przy obecnej polityce unijnej musi ktoś ustąpić - albo Arcelor, albo Unia. Jeżeli ustąpi Arcelor, to renta geograficzna, którą tak chętnie chwali się JSW, za kilka lat może okazać się mniej istotna, niż była do tej pory.
Polityczna walka o stołek
Wcześniej głównym tematem w JSW nie był jednak węgiel, a polityka. Chciałoby się rzec: znowu. Przypomnijmy, że JSW niemal upadła przez rozrzutność za czasów prezesa Zagórowskiego. Na liście grzechów znalazły się też m.in. bezsensowny, drogi i motywowany politycznie zakup Knurowa, brak odpowiednich inwestycji za czasów hossy oraz brak przygotowania do czasów bessy. Swoje zrobił i spadek cen węgla, jednak złe zarządzanie spotęgowało efekt bessy. W spółce wyciągnięto jednak wnioski i po odratowaniu oraz powrocie koniunktury zapowiedziano poprawę. Jej głównym elementem miał być fundusz, dzięki któremu JSW lepiej mogłaby sobie poradzić z ewentualnymi przyszłymi problemami. Miał on w założeniu inwestować w mało ryzykowne instrumenty (obecnie głównie obligacje Skarbu Państwa), bowiem jego celem nie było zarabianie, a przechowywanie gotówki.
Problem jednak, że zyski JSW znów zaczęły kłuć w oczy polityków. Pojawiły się plotki mówiące o wykorzystaniu środków funduszu do innych celów. Ministerstwo Energii wprawdzie zaprzeczało, jednak jednocześnie chciało pozbyć się prezesa Ozona, który miał blokować dostęp do pieniędzy JSW. Za prezesem murem stanęli pracownicy, związkowcy zagrozili strajkiem, ministerstwo dopięło jednak swego i w czerwcu 2019 roku Ozona odwołało.
Quo Vadis JSW?
Póki co nie wiadomo, czy rząd wykorzysta JSW do wspierania energetyki. Minister Tchórzewski deklaruje, że jego działania mają na celu tylko i wyłącznie dobro JSW, ciężko jednak nie dostrzec głębszego kontekstu w tak zaciekłej walce o stołek prezesa. Całe zamieszanie popsuło atmosferę wokół spółki, która przecież w 2017 i 2018 roku pokazała solidne wyniki finansowe. Dodatkowo symboliczny był sposób ugłaskania związkowców. Tuż po odwołaniu Ozona zapowiedziano wypłaty nagród pracownikom, o które wcześniej bezskutecznie walczono przez ponad pół roku.
Wokół JSW w ostatnich tygodniach wydarzyło się więc sporo złego - zarówno w Polsce, jak i na rynkach światowych. Mocne spadki notowań to reakcja inwestorów na te wydarzenia. Czy słuszna, czy przesadzona, to ciężko ocenić, bowiem nie wiadomo, jak będzie spisywał się nowy zarząd oraz w którą stronę pójdą notowania węgla. Tak czy inaczej o powtórzenie w 2019 wyniku z 2018 roku może być Jastrzębskiej Spółce Węglowej bardzo trudno.

























































