Z jednej strony mamy narrację o „fikcyjnych doradcach”, którzy mieli inkasować wysokie wynagrodzenia za niewykonaną pracę. Z drugiej – dokumenty, z których wynika, że już po odwołaniu Beaty Kozłowskiej-Chyły PZU zawarło z tymi samymi doradcami porozumienia, w których spółka… zrzekła się wobec nich jakichkolwiek roszczeń i wypłaciła im dodatkowe odszkodowania.


Do takich wniosków prowadzi korespondencja byłej prezes PZU z radą nadzorczą oraz obszerne pisemne stanowisko, do których dotarł Bankier.pl.
Porozumienia: „strony nie mają do siebie żadnych roszczeń”
Kluczowy fragment nowych materiałów dotyczy losów doradców prezesa już po zmianie władz PZU. Kozłowska-Chyła opisuje w liście do rady nadzorczej PZU, jej ówczesnego prezesa Artura Olecha i Ministerstwa Aktywów Państwowych, że po jej odwołaniu zarząd spółki zawarł z doradcami porozumienia rozwiązujące umowy o pracę. W dokumentach – jak czytamy – znalazły się dwa istotne elementy:
- spółka zobowiązała się do wypłaty na rzecz doradców odszkodowań,
- jednocześnie wpisano klauzulę, zgodnie z którą zawarcie porozumienia „wyczerpuje wszelkie roszczenia spółki wobec doradców prezesa wynikające z łączącej strony umowy o pracę”.
Innymi słowy: już nowy zarząd PZU, mając za sobą kontrole w obszarze zatrudniania doradców prezesa, zgodził się, że nie będzie od nich niczego dochodził – a wręcz dopłaci im dodatkowe kwoty tytułem odszkodowań.
Ta konstrukcja może mieć duże znaczenie w świetle dzisiejszych zapowiedzi Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP), które – reprezentując Skarb Państwa jako głównego akcjonariusza – deklaruje chęć dochodzenia roszczeń od byłej prezes PZU za rzekome szkody wyrządzone przy zatrudnianiu doradców. Skarb Państwa zażądał uzupełnienia porządku obrad NWZ PZU o punkt dotyczący podjęcia uchwały w sprawie dochodzenia roszczeń o naprawienie szkód wyrządzonych przy sprawowaniu zarządu i upoważnienia zarządu ubezpieczyciela do podniesienia roszczeń przeciwko byłemu członkowi zarządu Beacie Kozłowskiej-Chyle - wynika z projektów uchwał na NWZ zwołane na 23 grudnia, czyli dzień przez Wigilią.
„Ciche wyjątki” i milionowe wynagrodzenia – narracja Skarbu Państwa
Sprawa doradców PZU została nagłośniona m.in. przez „Newsweek Polska”. Tygodnik opisał praktykę zatrudniania tzw. „cichych wyjątków” – osób, którym nie zakładano służbowej poczty, a ich nazwiska były filtrowane w systemach, by ograniczyć widoczność zatrudnienia.
Według „Newsweeka” wśród takich doradców miała być m.in.:
- Małgorzata Raczyńska-Weinsberg, wieloletnia znajoma Jarosława Kaczyńskiego, która w PZU miała zarobić łącznie ok. 1,6 mln zł, korzystając dodatkowo z firmowej karty paliwowej;
- prof. Andrzej Kidyba, specjalista prawa handlowego, który – jak opisuje tygodnik, powołując się na wyniki wewnętrznego audytu – za pół roku zatrudnienia otrzymał 453 tys. zł, przy „braku dowodów na wykonywanie zadań” na rzecz spółki;
- prof. Waldemar Paruch (zatrudniony jeszcze, kiedy prezesem PZU był Paweł Surówka), któremu – jak relacjonuje „Newsweek” – wypłacano wysokie premie kwartalne, a część oświadczeń o wykonaniu zadań miała być podpisywana w jego imieniu.
Wśród doradców byłej prezeski był również prof. Alojzy Nowak, rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Warto jednak zauważyć, że prof. Nowak związany jest z ubezpieczycielem od… 2012 roku. Był już wtedy członkiem rady nadzorczej, później m.in. przewodniczył Komitetowi Strategii PZU, czy Komitetowi Audytu.
MAP oraz nowe władze PZU przedstawiają tę historię jako przykład patologii w spółce i argument za dochodzeniem odszkodowań od byłej prezes. To właśnie ta narracja dominuje dziś w przestrzeni publicznej.
Odpowiedź Beaty Kozłowskiej-Chyły: doradcy mieli pracować, a procedury nadzorował HR
Z dokumentów, do których dotarł Bankier.pl, wyłania się jednak zupełnie inny obraz – przynajmniej z punktu widzenia Beaty Kozłowskiej-Chyły i jej bezpośrednich doradców.
Była prezes:
- podkreśla, że w latach jej kadencji PZU osiągał rekordowe wyniki finansowe, a zysk grupy przekroczył 5,7 mld zł rocznie;
- wskazuje, że doradcy prezesa stanowili jej najbliższe zaplecze merytoryczne w obszarach ekonomii, prawa i spraw społecznych i „w pełni angażowali się w wykonywane zadania”;
- przypomina, że umowy z doradcami przygotowywał i nadzorował dział HR, kierowany przez Annę Wardecką – tę samą, która do dziś pełni funkcję szefowej HR w Grupie PZU. To – zdaniem Kozłowskiej-Chyły – dowód, że obecne władze nie kwestionują rzetelności procedur, które wcześniej stosowano.
- podkreśla, że żadnym okresie pełnienia przez nią funkcji grono zatrudnionych doradców prezesa nie było większe, niż dwie osoby.
Kozłowska-Chyła argumentuje też, że w czasie jej prezesury liczba doradców była mniejsza niż w okresie urzędowania poprzedniego prezesa, a reorganizacja otoczenia zarządu przyniosła oszczędności kosztowe.
Praca zdalna, pandemia i „brak śladów w systemie”
Jednym z głównych zarzutów wobec doradców jest brak klasycznych „śladów” ich pracy – służbowego maila, rejestru wejść do budynku czy rozbudowanej dokumentacji.
Była prezes odpowiada na to, powołując się na specyfikę pandemii i długiego okresu pracy zdalnej w PZU. Przypomina, że:
- od marca 2020 r. w Polsce obowiązywał stan epidemii, a w PZU – model pracy zdalnej, regulowany wewnętrznymi przepisami;
- w tych warunkach część aktywności doradców – podobnie jak innych pracowników – siłą rzeczy odbywała się zdalnie, telefonicznie lub online, co nie zawsze zostawiało typowy „systemowy” ślad.
Zwraca też uwagę, że doradcy – jako osoby o ugruntowanej pozycji naukowej i rynkowej – współpracowali wcześniej z wieloma innymi instytucjami i zarządami dużych firm, a forma doradztwa eksperckiego „na telefon” czy w trybie on-line jest standardem na rynku.
Uderzenie w byłą prezes czy w cały system?
W swoich pismach Kozłowska-Chyła oskarża MAP o „nadużycie” uprawnień akcjonariusza i działanie pod wpływem medialnej presji. Zwraca też uwagę na kilka szerszych kwestii:
- jeżeli obecny zarząd zawarł z doradcami porozumienia z klauzulą zrzeczenia się roszczeń i wypłacił im odszkodowania, to spółka sama potwierdziła ważność wcześniejszych umów i brak szkody;
- ewentualne kwestionowanie zatrudniania doradców uderza nie tylko w nią samą, ale też w reputację wybitnych profesorów i autorytetów naukowych, co – jak pisze – może zniechęcić świat nauki do współpracy z biznesem;
- pomijanie roli służb HR i innych organów spółki w wypracowaniu standardów pracy doradców PZU (na długo przed objęciem przez nią funkcji prezesa) uznaje za przejaw politycznej selektywności.
Co dalej ze sprawą doradców PZU?
Równolegle swoje śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Jak przypomina „Newsweek”, postępowanie wszczęte w 2024 r. wciąż toczy się „w sprawie”, bez postawionych zarzutów, a termin jego zakończenia został przedłużony do kwietnia 2026 r. Zabezpieczono już m.in. laptopy i dyski pracowników związanych z wewnętrznymi kontrolami.
MAP zapowiada, że priorytetem pozostaje rozliczenie nieprawidłowości w spółkach Skarbu Państwa i dochodzenie roszczeń wobec osób odpowiedzialnych za straty. W PZU oznacza to przede wszystkim próbę obciążenia finansowego byłej prezes za sposób zatrudniania doradców.
Nowe dokumenty, do których dotarł Bankier.pl, pokazują jednak, że sprawa jest bardziej złożona. Z jednej strony mamy wyniki audytów i ustalenia, na które powołuje się „Newsweek” i MAP. Z drugiej – wewnętrzne porozumienia, w których PZU po zmianie władz rezygnuje z roszczeń wobec doradców i wypłaca im odszkodowania, oraz obszerną argumentację byłej prezes, powołującej się na procedury HR, pandemię i wyniki finansowe spółki.
To wszystko sprawia, że spór o „fikcyjnych doradców” coraz mniej przypomina prostą opowieść o „krociowych zarobkach za nicnierobienie”, a coraz bardziej – skomplikowany węzeł prawny i polityczny.
Beata Kozłowska-Chyła dla Bankier.pl:
„Spółka zataja przed akcjonariuszami i opinią publiczną, być może również przed organami ścigania, kluczowe elementy stanu prawnego i faktycznego w sprawie doradców prezesa, świadczące o braku merytorycznych podstaw zarówno wniosku Ministra Aktywów Państwowych, jak również ewentualnej uchwały WZA PZU S.A. w sprawie rzekomych szkód wyrządzonych spółce przy sprawowaniu przeze mnie zarządu.
Fakt obowiązywania od kwietnia 2024 r. porozumień zawartych przez nowe władze spółki z doradcami prezesa, na mocy których spółka potwierdza brak jakichkolwiek roszczeń do doradców prezesa, a więc potwierdza prawidłowość pracy i brak szkody oraz na mocy których wypłaciła doradcom prezesa odszkodowania, wyklucza jakąkolwiek moją odpowiedzialność z tego tytułu. Spółka przez rok i osiem miesięcy zajęła się wyłącznie budowaniem nieprawdziwego obrazu medialnego sprawy. Zarzuty o rzekomych „fikcyjnych doradcach” są całkowicie zmanipulowane i fałszywe, co znajduje potwierdzenie w zawartych z doradcami porozumieniach, licznych dokumentach oraz zostanie w razie potrzeby potwierdzone przez liczne grono świadków, zarówno ze spółki, jak również z instytucji zewnętrznych, z którymi doradcy prezesa odbywali spotkania i przeprowadzali rozmowy w sprawach dotyczących PZU S.A. W tych okolicznościach zarzuty o rzekomych „cichych doradcach” są całkowicie nieuprawnione. Podobnie jak zarzuty o rzekomo fałszowanych przez doradców oświadczeniach - oświadczenia podpisywane były przez doradców prezesa własnoręcznie, a spółka powinna ujawnić opinii publicznej sposób przechowywania oryginalnych dokumentów i ich nieprawidłowy obieg, co następowało bez zgody i wiedzy zarówno mojej, jak i doradców prezesa.
Zatajanie tych i wielu kolejnych istotnych okoliczności i dokumentów rodzi odpowiedzialność zarówno karnoprawną, jak i cywilnoprawną osób, które dopuszczają się takich czynów.
Sprawa ta powinna być zdjęta z porządku obrad WZA PZU S.A., jako pozbawiona jakichkolwiek podstaw prawnych, motywowana wyłącznie względami politycznymi, szkodząca spółce giełdowej i rażąco naruszająca moje dobra osobiste”.



























































