Po raz pierwszy od prawie 5 lat trzymiesięczny Wibor znalazł się poniżej 1,70%. To znak, że rynek międzybankowy spodziewa się cięcia stóp procentowych w Narodowym Banku Polskim i w konsekwencji obniżenia oprocentowania kredytów i depozytów.


We wtorek, 10 marca, stawka Wibor 3M wyniosła 1,69% i po raz pierwszy od czerwca 2016 roku spadła poniżej poziomu 1,70%. Przez poprzednie 5 lat trzymiesięczny Wibor wahał się od 1,65% do 1,73%, przez zdecydowaną większość tego okresu utrzymując się powyżej 1,70%.
Ta najdłuższa w historii stabilizacja rynkowych stóp procentowych w Polsce była konsekwencją decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która w marcu 2015 roku sprowadziła stopę referencyjną NBP do najniższego poziomu w dziejach (1,50%) i utrzymuje ją na niezmienionym poziomie od 5 lat. W Polsce – podobnie jak w innych gospodarkach rozwiniętych – krótkoterminowe stopy procentowe ustalane są decyzjami administracyjnymi kierownictwa banku centralnego, a stawki rynkowe się do nich dopasowują.
Przeczytaj także
Jednak czasami zdarza się, że rynek z wyprzedzeniem uwzględnia w cenach oczekiwaną decyzję władz banku centralnego. Wydaje się, że tak właśnie jest tym razem. Na całym świecie „władcy pieniądza” obniżają stopy procentowe w nadziei, że zatrzyma to przecenę ryzykownych aktywów i nakręci koniunkturę gospodarczą osłabioną przez pandemię Covid-19. Tylko dziś cenę kredytu obniżyły Bank Anglii oraz bank centralny Islandii.
W ostatnich dniach stopy procentowe w związku z epidemią koronawirusa obniżały Bank Rezerw Australii, amerykańska Rezerwa Federalna oraz banki centralne Hongkongu, Kanady czy Malezji Podobnego ruchu inwestorzy oczekują teraz od Europejskiego Banku Centralnego.
Więcej o nadziejach inwestorów związanych z bankami centralnymi piszemy w artykule „Świat czeka na superbohaterów z banków centralnych".
Ostatni ruch w dół stawek Wibor potwierdza sygnały, jakie już od dwóch tygodni wysyła rynek kontraktów FRA. Kontrakt FRA 3x6 (czyli pożyczka na trzy miesiące zawarta za trzy miesiące) był notowany po 1,44%, a więc już wyraźnie poniżej obecnych stawek Wibor 3M i poniżej stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego. Oznacza to, że rynek międzybankowy oczekuje, że za trzy miesiące będzie można pożyczyć pieniądze taniej niż teraz. Kontrakt FRA 9x12 notowany był po zaledwie 1,04%. To by znaczyło, że rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych w NBP aż o 50 pb. (czyli pół punktu procentowego) do końca roku.
Jeśli te spekulacje się potwierdzą, będzie to dobra wiadomość dla dłużników i zła dla oszczędzających. Niższe stopy procentowe w NBP i niższy Wibor z pewnym opóźnieniem przekładają się na niższe oprocentowanie kredytów i niższą miesięczną ratę spłacaną bankowi. O ile w przypadku kredytów konsumpcyjnych obniżka ta byłaby praktycznie niezauważalna, o tyle w przypadku kredytów mieszkaniowych różnice byłyby już wyraźne.
Przykładowo, osoba winna bankowi 300 000 złotych (kredyt na 30 lat, tzw. raty równe) przy marży banku rzędu 2,2% obecnie płaci ok. 1415 zł miesięcznej raty (nie licząc innych kosztów kredytu). Gdyby Wibor 3M obniżył się do 1,2%, to rata takiego kredytu wyniosłaby ok. 1330 zł i byłaby o 85 zł (czyli o 6%) niższa od obecnej.
Równocześnie straty ponieśliby oszczędzający. Już teraz oprocentowanie bankowych lokat jest najniższe w historii. Według danych NBP (stan na styczeń’20) przeciętny depozyt płaci zaledwie 1,38%. Od tego trzeba jeszcze odliczyć podatek Belki, więc netto zostaje tylko 1,12%. Gdyby RPP ścięła stopę referencyjną o 50 pb., to oprocentowanie lokat zapewne szybko spadłoby poniżej 1%. Przy inflacji cenowej przekraczającej 4% oznaczałoby to pogłębienie represji finansowej obrazowanej przez coraz mocniej ujemną realną stopę procentową.
Obniżka stóp byłaby więc dotowaniem dłużników na koszt oszczędzających. Ponadto zwiększyłaby się presja na wzrost cen i tak już szybko drożejących nieruchomości mieszkaniowych. Przy praktycznym wykasowaniu odsetek od lokat bankowych część deponentów zapewne przerzuciłaby gotówkę na rynek nieruchomości, a zwiększony w ten sposób popyt jeszcze bardziej podniósłby ceny mieszkań, domów i gruntów budowlanych.
Krzysztof Kolany
























































