Po spektakularnym rajdzie, w wyniku którego cena srebra wzrosła o ponad 140 proc. w ciągu roku, rynek wszedł w fazę wyczekiwania. Analitycy UBS utrzymują optymistyczny cel na poziomie 80 USD za uncję, jednak wskazują na niepokojące sygnały płynące z przemysłu i sektora ETF, które mogą ograniczyć dalszy potencjał wzrostowy kruszcu.


Ostatnie tygodnie na rynku srebra to czas konsolidacji w przedziale 70–90 USD za uncję. Wzrost niepewności na Bliskim Wschodzie oraz gwałtownie rosnące ceny ropy zwiększyły obawy dotyczące wyższych stóp procentowych.
„Mniej przekonujące tło dla popytu inwestycyjnego na srebro skłoniło nas w kwietniu do obniżenia szacunku deficytu rynkowego na 2026 rok […]. Nadal podtrzymujemy ten pogląd (deficytu, przyp. red.), ale zauważamy ryzyko, że popyt na srebro może okazać się mniej odporny” – napisał w notatce Dominic Schnidera i jego zespół z UBS.
Srebro w oczach inwestorów
Z punktu widzenia inwestora giełdowego, kluczowym problemem pozostaje brak "kotwicy", jaką dla złota stanowią zakupy banków centralnych. Piszą jednak, że biorąc pod uwagę wysoką korelację srebra ze złotem, wyższa cena złota powinna zapewnić srebru pewne wsparcie, umożliwiając stopniowy wzrost cen i ograniczając spadki.
Analitycy UBS zauważają, że srebro jest znacznie bardziej wystawione na kaprysy inwestorów prywatnych, a ci w ostatnim czasie wykazują rezerwę. Od początku roku zasoby funduszy ETF opartych na srebrze skurczyły się o ponad 67 mln uncji, spadając do poziomu ok. 794 mln uncji.

UBS sugeruje, że przy obecnych cenach bezpośrednie zajmowanie długich pozycji jest mało atrakcyjne. Zamiast tego, eksperci faworyzują strategie opcyjne pozwalające na monetyzację zmienności i "zbieranie premii" przy ograniczonym ryzyku spadkowym powyżej poziomu 65 USD.
„Krótkoterminowa zmienność opcji pozostaje podwyższona w ujęciu historycznym, choć umiarkowana, dlatego UBS chce wykorzystywać tę zmienność do uzyskiwania dodatkowego dochodu” - napisano w notatce z 22 maja.
Przemysł mówi „za drogo”. Erozja popytu branżowego
Warstwa fundamentalna raportu UBS rzuca cień na entuzjazm związany z hossą. Gwałtowny wzrost cen zaczął boleśnie uderzać w realną gospodarkę. Mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. erozji popytu. Kluczowe sektory, takie jak jubilerstwo, produkcja zastawy srebrnej, a przede wszystkim fotowoltaika, wykazują dużą wrażliwość na koszty surowca.
Przy cenach zbliżających się do 80 USD, producenci zaczynają szukać oszczędności lub alternatyw, co bezpośrednio przekłada się na bilans rynkowy. UBS znacząco zrewidował swoje prognozy dotyczące deficytu srebra na 2026 rok: zamiast oczekiwanych wcześniej 300 mln uncji, luka ma wynieść jedynie 60–70 mln uncji.
Na tę zmianę wpływa nie tylko mniejszy apetyt przemysłu, ale i rosnąca podaż z kopalń. Choć srebro nadal pozostaje w deficycie strukturalnym, jest on obecnie znacznie mniej dotkliwy, niż sądzono jeszcze kilka miesięcy temu. Dla rynku oznacza to jedno: bez powrotu silnego popytu inwestycyjnego, który zrównoważyłby słabość sektora przemysłowego, powrót do dynamicznych wzrostów może zostać odroczony w czasie. Inwestorzy powinni teraz bacznie obserwować dane z Chin i Indii – to tam rozstrzygnie się, czy srebro znajdzie siłę na przebicie bariery 80 dolarów.



























































