Sobota, 9 lipca, jest sto trzydziestym czwartym dniem inwazji Rosji na Ukrainę.


» Relację z 8 lipca 2022 zapisaliśmy tutaj.
W ciągu doby wojska rosyjskie straciły na Ukrainie blisko 300 żołnierzy – podaje w komunikacie w sobotę sztab generalny armii Ukrainy. Ogółem przeciwnik stracił ok. 37200 ludzi, a także 1638 czołgów i 3,8 tys. transporterów opancerzonych.
Według informacji podanej przez dowództwo ukraińskiej armii straty wojsk rosyjskich od 24 lutego wyniosły: ok. 37200 ludzi, a także 1638 czołgów, 3815 pojazdów opancerzonych, 832 systemy artylerii, 247 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 108 środków obrony powietrznej, 217 samolotów, 187 śmigłowców, 674 drony, 15 jednostek pływających, 2687 pojazdów i cystern.
Władze: ostrzały na całej linii frontu w obwodzie donieckim
Siły rosyjskie ostrzeliwały w sobotę całą linię frontu w obwodzie donieckim na południowym wschodzie Ukrainy, jak również miejscowości na tyłach; zginęły trzy osoby, a 23 zostały ranne – podał szef władz obwodowych Pawło Kyryłenko na Telegramie.
Dzielnice mieszkalne Konstantynówki ostrzeliwano co najmniej pięć razy. Na razie wiadomo o jednej osobie zabitej i 18 rannych.
Jedna osoba zginęła w Marjince i jedna w wiosce Perejizne. Cztery osoby odniosły obrażenia w miejscowości Zajcewe, a jedna w Perejiznem.
Oprócz tego siły rosyjskie co najmniej 10-krotnie ostrzelały Awdijiwkę, celem ataków były też Pawliwka i Nowoseliwka.
Wcześniej Kyryłenko powiedział BBC, że cztery osoby cywilne poniosły śmierć w wyniku rosyjskiego ostrzału Siewierska.
Władze: po wyzwoleniu Wyspy Węży statki z żywnością mogą korzystać z kanału Bystre
W związku z wyzwoleniem Wyspy Węży od sił rosyjskich statki transportujące produkcję rolną mogą korzystać z kanału Bystre w ukraińskiej części delty Dunaju - poinformowało w sobotę ukraińskie ministerstwo infrastruktury.
"Biorąc pod uwagę uwolnienie od rosyjskich wojsk Wyspy Węży i nagromadzenie dużej liczby statków oczekujących na przepłynięcie przez kanał Sulina, statki transportujące produkcję rolną mogą wykorzystywać kanał Bystre głębokowodnego toru Dunaj-Morze Czarne" - napisał resort na Facebooku.
Wyspa Węży w północno-zachodniej części Morza Czarnego, leżąca przy głównych szlakach żeglugowych do Odessy i sąsiednich portów, została zajęta przez Rosję pierwszego dnia inwazji na Ukrainę, 24 lutego. Następnie, według strony ukraińskiej, Rosjanie rozmieścili tam zmodernizowane systemy rakiet przeciwlotniczych, stacje walki elektronicznej i inną broń oraz sprzęt, by zapewnić osłonę dla ewentualnego desantu lub zmasowanego ostrzału Odessy.
Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły w ostatnich tygodniach ataki na rosyjski garnizon na wyspie przy użyciu pocisków i dronów. 30 czerwca Andrij Jermak, szef biura prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, powiedział, że na wyspie nie ma już żołnierzy rosyjskich.
Sztab Generalny: siły ukraińskie odparły rosyjskie natarcia na kilku kierunkach
Siły ukraińskie odparły rosyjskie ataki na kilku kierunkach, m.in. słowiańskim i donieckim – poinformował w sobotę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy na Facebooku.
Na kierunku słowiańskim siły rosyjskie użyły artylerii, chąc podjąć próbę przesunięcia się w kierunku Izium-Słowiańsk, a lotnictwo rosyjskie atakowało w okolicach miejscowości Czepil i Bohorodyczne. Siły ukraińskie odparły wszystkie próby szturmu w kierunkach Dowhenke-Kransopole i Pasika-Dołyna, zmuszając napastnika do wycofania się. Siły rosyjskie zaminowały zdalnie część drogi w pobliżu Wełykiej Komyszuwachy.
Na kierunku donieckim siły rosyjskie ostrzeliwały pozycje ukraińskie oraz miejscowości w pobliżu linii frontu, a także przeprowadziły zwiad przy użyciu drona w okolicy Kramatorska. Siły ukraińskie udaremniły rosyjską próbę natarcia w kierunku Zołotariwka-Werchniokamjanske.
Na kierunku awdijiwskim, kurachowskim, nowopawliwskim i zaporoskim żołnierze rosyjscy ostrzeliwali pozycje ukraińskie. Próbowali także szturmować w kierunku Jasynuwata-Awdijiwka, ale bez powodzenia. Fiaskiem zakończyła się też próba przesunięcia się sił rosyjskich w okolicach Marjinki.
Na kierunku charkowskim siły rosyjskie próbują zbliżyć się do Charkowa. Atakowały w kierunku Koczubejiwka-Dementijiwka, ale zostały zmuszone przez wojsko ukraińskie do odwrotu. Na kierunku Małe Wesełe-Petriwka-Syły siły ukraińskie wykryły i unieszkodliwiły rosyjską grupę zwiadowczą.
Sztab podkreśla, że utrzymuje się niebezpieczeństwo ataków rakietowych i lotniczych z terytorium Białorusi. Na kierunku siewierskim siły rosyjskie przy użyciu lotnictwa szturmowego zaatakowały okolice Wołodymyriwki w obwodzie sumskim.
BBC: ostrzały kilku miast na wschodzie i południu; są zabici i ranni
Siły rosyjskie przeprowadziły ataki rakietowe na kilka miejscowości na wschodzie i południu Ukrainy, co doprowadziło do ofiar wśród ludności cywilnej; zginęło sześć osób, a 10 doznało obrażeń – poinformowała w sobotę BBC, powołując się na przedstawicieli władz regionalnych.
Cztery osoby cywilne poniosły śmierć w wyniku rosyjskiego ostrzału miasta Siewiersk w obwodzie donieckim – podał szef władz obwodowych Pawło Kyryłenko.
Atakowano też okolice Drużkiwki w tym samym regionie, jak również – według relacji mieszkańców – okolice Konstantynówki.
Celami ostrzałów były też miasta Charków, Mikołajów i Krzywy Róg. W Charkowie rosyjskie rakiety trafiły w dzielnice mieszkalne. „Troje cywilów, wśród nich jedno dziecko, hospitalizowano” – oznajmił szef władz obwodu charkowskiego Ołeh Syniehubow. Dodał, że kolejnych czworo rannych opatrzono na miejscu.
Według Syniehubowa pod rosyjską okupacją znajduje się obecnie 30 proc. obszaru obwodu.
W wyniku ostrzału Krzywego Rogu zginęły dwie kobiety, a obrażeń doznały trzy osoby, w tym ojciec jednej z ofiar śmiertelnych. „43-letni mężczyzna jest w szpitalu. To ojciec zabitej dziewczyny. Jak mu powiedzieć, że jego dziecka już nie ma?” – powiedział szef obwodu dniepropietrowskiego Wałentyn Rezniczenko.
Tymczasem w obwodzie chersońskim ostrzeliwano hromadę (gminę) wełykoołeksandriwską, w wyniku czego nie ma tam dostaw prądu, wody i gazu, a także internetu. Bez gazu jest też hromada borozeńska – podały chersońskie władze obwodowe na Facebooku.
Komisja śledcza zbada, dlaczego niektórzy deputowani wyjechali za granicę
Przewodniczący ukraińskiej Rady Najwyższej (parlamentu) Rusłan Stefanczuk poinformował w sobotę, że planowane jest utworzenie komisji śledczej, która zbada, dlaczego niektórzy deputowani wyjechali za granicę po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę.
"W najbliższym czasie zainicjowane zostanie utworzenie czasowej komisji śledczej, która będzie mogła ustalić wszystkie fakty przebywania (deputowanych) poza terytorium Ukrainy, jakie są tego przyczyny i (będzie mogła) rekomendować odpowiednie rozwiązania Radzie Najwyższej Ukrainy" - powiedział Stefanczuk, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.
Zaznaczył, że parlamentarzyści, którzy nie uczestniczą w plenarnych sesjach Rady i w posiedzeniach komisji, do których należą, nie otrzymują wynagrodzenia. Dotyczy to też ich asystentów.
Portal Ukrainska Prawda przypomina, że prezydent Wołodymyr Zełenski, który w poniedziałek wystąpił w trybie online na poświęconej odbudowie Ukrainy konferencji w szwajcarskim Lugano, zaprosił do kraju osoby, które zobaczył na sali, ale których - jak powiedział - nie widział na Ukrainie od początku pełnowymiarowej inwazji rosyjskiej. Nie sprecyzował, kogo miał na myśli.
Były dowódca armii USA w Europie: Rosja chce zrobić przerwę, by w przyszłym roku wznowić ofensywę
Rosja czeka na możliwość, by zrobić przerwę w działaniach zbrojnych na Ukrainie, odbudować swoje siły i wznowić ofensywę w przyszłym roku - mówi były dowódca armii USA w Europie gen. Ben Hodges, cytowany w sobotę przez ukraiński portal Espreso.
"Okupanci nie są w stanie rekompensować swoich strat bojowych, dlatego koncentrują wysiłki na wywiezieniu broni i wojskowych z Kaliningradu, z granic Finlandii, z Krymu i z zakątków Rosji. Brakuje im zasobów ludzkich" - uważa amerykański wojskowy.
"Wyczekują możliwości zrobienia przerwy i odbudowania się, by kontynuować działania ofensywne w następnym roku" - dodaje Hodges.
"Oczywiście nie chcemy dać im takiej możliwości. (Siły rosyjskie) trzeba unieszkodliwiać tu i teraz, w szczególności gdy nie pozostaje im nic innego niż uderzenia artyleryjskie. To wspaniała szansa dla Ukrainy i podejrzewam, że Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy czeka na taką możliwość, wzmacniając swoje siły i prowadząc odpowiednie przygotowania" - wskazuje.
Według niego rosyjskiej armii nie uda się dojść do Odessy ani do Kijowa. "Będą próbować umocnić się na zajętych terytoriach, by ogłosić swoje pośrednie zwycięstwa, bo zdają sobie sprawę z braku sił, by posuwać się do przodu" - mówi.
W opinii generała Kreml ma nadzieję, że na Zachodzie zabraknie cierpliwości, zainteresowania i chęci wspierania Ukrainy.
Trwa minowanie niebezpiecznych odcinków na granicy z Białorusią
Ukraińskie siły minują niebezpieczne odcinki granicy z Białorusią i instalują tam zapory inżynieryjne - poinformował w sobotę dowódca Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy Serhij Najew.
Najew udał się do północnej strefy operacyjnej przy granicy z Białorusią, gdzie trwają działania wzmacniające ukraińską obronę - czytamy w komunikacie dowództwa Połączonych Sił.
Dowódca zaznaczył, że każdego dnia ukraińskie siły wzmacniają inżynieryjne wyposażenie pozycji obronnych. Obecnie trwa minowanie niebezpiecznych kierunków i instalacja zapór inżynieryjnych - poinformował.
Przekazał też, że straż graniczna wzmacnia granicę państwową na wszystkich ryzykownych odcinkach.
Zapewnił, że sytuacja jest "w pełni kontrolowana" przez siły ukraińskie.
Wywiad: w Mariupolu okupanci i kolaboranci kradną samochody
W okupowanym przez siły rosyjskie Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy okupanci i kolaboranci kradną samochody - podaje w sobotę ukraiński wywiad wojskowy (HUR). Często auta są później znajdowane u bojowników tzw. milicji samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, a próby odzyskania własności nie mają sensu i mogą być ryzykowne - dodano.
W mieście szybko rośnie liczba kradzieży prywatnych środków transportu, które nie zostały zniszczone - czytamy w komunikacie. Samochody - niezależnie od wartości - kradzione są z otwartych parkingów, jak i z zamkniętych garaży.
Samochody znikają w dzień i w nocy, kiedy w mieście trwa godzina policyjna. Do kradzieży wykorzystywane są często lawety. "Z tego można wywnioskować, że grabieżą zajmują się bezpośrednio przedstawiciele okupacyjnej administracji i związani z nią miejscowi kolaboranci" - dodaje HUR.
Oficjalnie kradzież można zgłosić do "wojskowej komendantury" Mariupola, ale nieoficjalnie jej przedstawiciele mówią, by szukać samochodów na własną rękę.
Straż graniczna: 20 zdalnie sterowanych rosyjskich pocisków na drodze do Charkowa
Dwadzieścia zdalnie sterowanych rosyjskich pocisków artyleryjskich kalibru 152 mm znalazła ukraińska straż graniczna na drodze prowadzącej do Charkowa na północnym wschodzie kraju – poinformowała straż graniczna w sobotę na Telegramie.
Funkcjonariusze podczas działań kontrdywersyjnych wykryli na odcinku drogi do Charkowa oznaki zdalnego minowania i natychmiast zawiadomili o tym Państwową Służbę ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.
Jak podała agencja Ukrinform, podczas oględzin na miejscu znaleziono 20 rosyjskich pocisków podłączonych do sterowanego radiowo zdalnego pulpitu. Zostaną one zniszczone.
W Kijowie rozpoczęły się zajęcia wojskowe dla cywilów
W Kijowie rozpoczęły się zajęcia wojskowe dla cywilów - poinformował w sobotę mer stolicy Ukrainy Witalij Kliczko. W pierwszej kolejności szkoleni będą pracownicy służb komunalnych i administracji państwowej. Zajęcia dotyczą np. udzielania pierwszej pomocy.
Umiejętność udzielania pierwszej pomocy władze uznają za szczególnie potrzebną. "80 proc. osób zabitych podczas działań bojowych stanowią ludzie, którzy tracą dużo krwi. Ważne jest, by wiedzieć, jak w warunkach wojny można rannemu uratować życie" - powiedział Kliczko. Jego wypowiedź przekazał portal Ukraińska Prawda.
Plan zajęć przewiduje także takie tematy, jak działania podczas ostrzałów przeciwnika, przygotowanie inżynieryjne i metody obchodzenia się z niebezpiecznymi materiałami wybuchowymi, ochrona cywilna ludności w warunkach skażenia chemicznego i promieniotwórczego.
Rada miejska Kijowa zapowiada, że do szkoleń będą mogli przystąpić w przyszłości wszyscy chętni, a zajęcia będą organizowane w każdej dzielnicy.
Doradca mera: co najmniej 10 tys. mieszkańców Mariupola przebywa w więzieniach filtracyjnych
Co najmniej 10 tysięcy mieszkańców Mariupola jest przetrzymywanych w więzieniach filtracyjnych, do których zostali skierowani z obozów filtracyjnych – oświadczył w sobotę doradca mera Mariupola Petro Andriuszczenko.
"Mieszkańcy Mariupola jako pierwsi przekonali się osobiście o istnieniu obozów filtracyjnych. Początkowo media światowe odnosiły się do tych informacji z niedowierzaniem, bo w XXI wieku trudno sobie wyobrazić takie nieludzkie działania" – napisał Andriuszczenko w Telegramie.
Andriuszczenko odniósł się do publikacji dziennika "The New York Times", potwierdzającej amerykańskie ustalenia na temat utworzenia przez Rosję obozów filtracyjnych dla mieszkańców Ukrainy.
Szefowa misji USA przy OBWE Courtney Austrian oświadczyła, że USA ustaliły dotąd, iż Rosjanie stworzyli co najmniej 18 takich obozów po obu stronach granicy ukraińsko-rosyjskiej. Działania władz Rosji nazwała "praktykami stalinowskimi".
Według niej Moskwa najprawdopodobniej przygotowała większość z nich, zanim jej siły wkroczyły zbrojnie na Ukrainę.
"Filtracją" Rosjanie nazywają proces segregacji i wyławiania spośród mieszkańców zaatakowanych i okupowanych ukraińskich terytoriów osób, które mają nastawienie proukraińskie i nie popierają rosyjskiej agresji. Wielokrotnie o tych działaniach informowały władze i media ukraińskie.
NYT pisze, powołując się na swoich rozmówców oraz rozmówców innych mediów, że osoby, które zdołały opuścić Rosję po "przefiltrowaniu", informowały o przesłuchaniach, biciu i torturowaniu podejrzanych o związki z Siłami Zbrojnymi Ukrainy, a także zaginięciach.
Z obozów filtracyjnych Ukraińcy są wysyłani do miast w całej Rosji – często, według relacji, do regionów w pobliżu Chin lub Japonii.
Courtney Austrian nazwała filtrowanie "praktykami stalinowskimi", dodając, że jest to "kolejny w długiej historii Rosji przypadek wykorzystywania masowej deportacji i depopulacji w celu podporządkowania sobie i kontrolowania ludzi".
Przytoczyła również wywiady z ludźmi, którzy przeszli przez obozy infiltracyjne i opowiadali o tym, jak skonfiskowano ich paszporty i jak niektórych z nich zachęcano do ubiegania się o rosyjskie obywatelstwo.
Ukraiński oficer: powinniśmy szykować się do długotrwałej wojny
Zdaniem ukraińskiego oficera Jurija Koczewenki, który w 2014 roku poszedł walczyć na front jako ochotnik, Ukraina powinna przygotowywać się do długotrwałej wojny z Rosją. Może ona potrwać nawet kilka lat - mówi Koczewenko w wywiadzie dla Głosu Ameryki.
Koczewenko, oficer 95. brygady Ukraińskich Sił Zbrojnych, awansował od szeregowego, którym był w 2014 roku, do dowódcy. W styczniu br. roku znów wrócił do służby, bowiem było dla niego jasne, że Rosja szykuje się do wojny - pisze ukraińska redakcja Głosu Ameryki (VoA). Wywiad ukazał się w piątek; omówienie opublikowała w sobotę agencja UNIAN.
"Podczas pierwszych tygodni wojny mówiono, że +blitzkrieg+ się Rosji nie uda i że się ona rozsypie. Widzimy, że tak się nie stało. Ja mówiłem już wtedy, że reżimy autorytarne zawsze mają dobre środki mobilizacji, bo mają mechanizm przymusu, który pozwala wyciskać ostatnie soki ze swojego narodu i swojego kraju" - powiedział Koczewenko. Argumentuje następnie, że "nie należy oczekiwać, że Rosjanie poddadzą się tylko dlatego, że nie udało im się za pierwszym razem". Władze Rosji są gotowe - według słów wojskowego - "pognać na rzeź" jeszcze tysiące swych obywateli, "tak jak gnają teraz mieszkańców okupowanego Doniecka i Ługańska".
Wojskowy wyraża przekonanie, że Ukraińców nie można "zatrzymać brakiem uzbrojenia" i są oni gotowi walczyć w jakikolwiek sposób. Przyznaje jednak, że "od dostaw uzbrojenia i od pomocy zależą zdolności bojowe i to, na ile skutecznie można atakować wroga".
"Bronimy teraz nie Ukrainy, ale całego wolnego świata. (...). Jeśli oni (kraje zachodnie-PAP) chcą, by zakończyło się to szybciej, a zło nie zwyciężyło, to powinni teraz skierować wszystkie wysiłki na to, by nas wesprzeć" - powiedział Koczewenko.
Media: w koloniach karnych w Mordowii więźniowie są mobilizowani na wojnę na Ukrainę
Rosyjska organizacja Gulagu.net, zajmująca się obroną praw więźniów poinformowała, że otrzymała sygnały o naborze więźniów na wojnę przeciwko Ukrainie z kolonii karnych w różnych regionach Rosji, m.in. w republice Mordowii i obwodzie niżnienowogrodzkim.
Gulagu.net powołuje się na zgłoszenia, które napłynęły na konto organizacji na komunikatorze Telegram, działające jako telefon zaufania. Organizacja specjalizuje się w ujawnianiu przypadków maltretowania więźniów w koloniach karnych. W doniesieniach mowa jest o naborze więźniów na wojnę, odnotowanym w Mordowii (gdzie działa wiele zakładów karnych), obwodzie niżnienowogrodzkim i Kraju Krasnodarskim na południu Rosji.
"Kolonia karna nr 5 Służby Więziennej Rosji w obwodzie niżnienowogrodzkim. 6.07.22 zabrali około 10 ludzi. Rano wezwał ich naczelnik, wieczorem przyjechało WCzK (skrót od: wojenna czastnaja kompania, ros. prywatna firma wojskowa-PAP) i generał. Po 10 minutach po wezwaniu byli spakowani. Niektórych zabrano, niektórych na razie zamknięto w szpitalu" - głosi jedno z tych zawiadomień cytowane przez portal Meduza. Dodano w nim, że jednak nie wszyscy więźniowie z doświadczeniem wojskowym zostali wezwani.
W innym zgłoszeniu mowa jest o tym, że do kolonii karnych w Mordowii "przyjeżdżali jacyś ludzie po cywilu", wzywali więźniów z doświadczeniem wojskowym i "proponowali wyjazd, by walczyć".
Wcześniej o tego rodzaju werbunku na wojnę informował portal Ważnyje Istorii. Podał on, że firma najemnicza nazywana "grupą Wagnera" rekrutuje więźniów na wyjazd do Donbasu jako "ochotników", proponując im około 200 tys. rubli (od. 14,6 tys. zł) i amnestię. Doniesienia te pochodziły z kolonii karnych w Petersburgu. Portal Ważnyje Istorii zastrzegał, że nie wiadomo, czy więźniowie są werbowani do udziału w walkach, czy w odbudowie infrastruktury, bliscy osadzonych przedstawiali bowiem różne wersje.
Władze: wojska rosyjskie próbują atakować obwód doniecki z różnych kierunków
Wojska rosyjskie atakują nie tylko na zachód od Lisiczańska, lecz próbują wkroczyć do obwodu donieckiego na kilku kierunkach wzdłuż granicy z obwodem ługańskim – powiadomił w sobotę Serhij Hajdaj, szef wojskowej administracji obwodu ługańskiego.
"Jak na razie żadnej pauzy operacyjnej, ogłoszonej przez przeciwnika, nie obserwujemy. On atakuje i ostrzeliwuje naszą ziemię z tą samą intensywnością, jak wcześniej" – napisał Hajdaj na Telegramie w sobotę rano.
Urzędnik powiadomił, że siły rosyjskie napierają nie tylko na odcinku na zachód od Lisiczańska, lecz również w innych miejscach frontu.
"Oni ciągle próbują wedrzeć się w głąb sąsiedniego obwodu wzdłuż granicy administracyjnej. Naciskają na kilku kierunkach. Tam, gdzie nie mogą posuwać się naprzód, robią prawdziwe piekło, ostrzeliwując teren na horyzoncie. Dlatego niebezpiecznie jest wszędzie – od Kreminnej do Popasnej" – napisał Hajdaj w Telegramie.
Tylko w nocy z piątku na sobotę miało miejsce osiem ostrzałów artyleryjskich, trzy ostrzały z moździerzy, a także dziewięć rakietowych.
Według Hajdaja wojska przeciwnika "osiągnęły 8 lipca nieznaczne powodzenie i kontynuują natarcie na zachód od Lisiczańska".
Brytyjski resort obrony: rosyjskie siły rezerwy używają przestarzałych pojazdów MT-LB
Przesuwane w kierunku granicy z Ukrainą rosyjskie siły rezerwy przeważnie używają jako podstawowego środka transportu przestarzałych pojazdów opancerzonych MT-LB - przekazało w sobotę brytyjskie ministerstwo obrony.
"Rosja przesuwa siły rezerwy z całego kraju i gromadzi je w pobliżu Ukrainy na potrzeby przyszłych operacji ofensywnych. Duża część nowych jednostek piechoty prawdopodobnie używa jako podstawowego środka transportu wyciągniętych z długoterminowych magazynów pojazdów opancerzonych MT-LB. Chociaż MT-LB były wcześniej używane w roli wsparcia po obu stronach, Rosja od dawna uważa je za niezdatne do większości zadań związanych z transportem piechoty na linii frontu. Został on pierwotnie zaprojektowany w latach 50. jako ciągnik do holowania artylerii, ma bardzo ograniczone opancerzenie, a dla ochrony montuje się w nim jedynie karabin maszynowy" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.
"Przeciwnie było w lutym, gdy większość pierwszych rosyjskich jednostek szturmowych została wyposażona w bojowe wozy piechoty BMP-2, posiadające pancerz o grubości do 33 mm i zamontowane potężne 30-milimetrowe działo automatyczne oraz wyrzutnię pocisków przeciwpancernych. Pomimo twierdzenia prezydenta Putina z 07 lipca 2022 roku, że rosyjskie wojsko +nawet nie rozpoczęło+ działań na Ukrainie, wiele z jego wzmocnień to oddziały tworzone ad hoc, wyposażane w przestarzały lub nieodpowiedni sprzęt" - dodano.
ISW: trwa rosyjska przerwa operacyjna w Donbasie i przygotowanie do większej ofensywy
Podczas trwającej przerwy operacyjnej w Donbasie wojska rosyjskie kontynuują pomniejsze operacje i przygotowują się do rozpoczęcia ofensywy na dużą skalę – ocenia w najnowszym raporcie amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).
"Wojska rosyjskie, które zakończyły przejęcie Siewierodoniecka i Lisiczańska, wyraźnie potrzebują odnowienia siły bojowej" i przygotowania możliwości wsparcia i zaopatrzenia "zanim rozpoczną kolejną ofensywę na dużą skalę" - wskazuje ośrodek. Podkreśla, że informacje z różnych źródeł potwierdzają, że Rosjanie właśnie teraz zajmują się takimi przygotowaniami.
Niemniej, przerwa operacyjna z natury rzeczy zakłada kontynuowanie operacji na mniejszą skalę. "Zdając sobie sprawę z ryzyka pozwolenia Ukraińcom na przejęcie inicjatywy i rozpoczęcia ich własnej ofensywy, siły rosyjskie nadal prowadzą ograniczone operacje ofensywne w tym sektorze i gdzie indziej wzdłuż linii frontu" - wskazuje ISW.
Jak tłumaczy, takie operacje wymagają mniejszych sił, mają ograniczone cele i prowadzone są z mniejszą determinacją i gotowością do ponoszenia strat. "Gdy rosyjskie dowództwo wojskowe uzna, że przygotowało się należycie do nowej dużej operacji ofensywnej, prawdopodobnie wznowi ofensywy lądowe na dużą skalę, przy większej liczbie żołnierzy i silniejszej determinacji" - prognozuje ośrodek.
Wskazuje, że "zakończenie przerwy operacyjnej może być stopniowe i trudne do dostrzeżenia od razu - tak samo, jak stopniowe wydawało się jej rozpoczęcie". Ogółem bowiem taka przerwa operacyjna powinna być przeprowadzona na tyle zręcznie, by przeciwnik nie zorientował się, że ona trwa, bądź był przekonany, że jest zbyt krótka, aby pozwolić mu na przejęcie inicjatywy.
Według ocen ISW Rosjanie prowadzą teraz ograniczone operacje ofensywne na północ od Słowiańska i próby ataków w kierunku Siwerska, gdzie gromadzą sprzęt - być może, potrzebny do przyszłego ataku na pozycje ukraińskie w tym rejonie. Prowadzili też uderzenia w kierunku Bachmutu. W obwodzie charkowskim Rosjanie starają się udaremnić kontrataki ukraińskie. Na południu Ukrainy (granice administracyjne obwodu chersońskiego z mikołajewskim i z dniepropietrowskim) podejmują ataki, by odzyskać stracone pozycje.
ISW zwraca uwagę na przyjmowaną w Rosji ustawę przewidującą możliwość uzyskania statutu weterana przez cywilów (np. lekarzy czy członków ekip remontowych) biorących udział w tzw. specjalnej operacji wojskowej, jak władze Rosji nazywają inwazję na Ukrainę. "Kreml, jak się wydaje, próbuje zachęcić większą liczbę Rosjan do udziału w wysiłku wojennym" - wskazuje amerykański ośrodek.
Rosja atakuje cele cywilne, stosując "taktykę spalonej ziemi"
Celem rosyjskich rakiet i bomb na Ukrainie są obiekty cywilne – m.in. domy mieszkalne, szpitale, teatry, szkoły i centra handlowe. W Kijowie, Krzemieńczuku, Charkowie, Mariupolu, Kramatorsku, Mikołajowie setki cywilów zginęły w wyniku rosyjskich ataków rakietowych i bombowych.
W fałszywych raportach z frontu Moskwa przekonuje, że atakuje tylko cele wojskowe i używa broni precyzyjnej. Od pierwszych dni wojny zarówno na froncie, gdzie ostrzał prowadzony jest ze wszystkich rodzajów uzbrojenia, a agresor stosuje metodę „spalonej ziemi”, jak i w głębi kraju, gdzie uderzają rosyjskie rakiety manewrujące, celem stają się zwykli mieszkańcy.
„Strona rosyjska ewidentnie akceptuje to, że w przeprowadzanych przez nią atakach będą ofiary cywilne i że jest małe prawdopodobieństwo trafienia w cele wojskowe” – mówi PAP Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”.
„Świadczy o tym wiele faktów, m.in. to, że od pierwszych tygodni wojny, a więc jeszcze wtedy, gdy dysponowała dużą ilością precyzyjnych pocisków, atakowała nimi cele cywilne. Jako przykład można podać ataki rakietami Kalibr na budynki administracji cywilnej w Charkowie i Mikołajowie” – dodaje rozmówca PAP.
„Teraz, owszem, jest więcej ataków pociskami nieprecyzyjnymi, co wynika z ograniczenia zasobów, ale celem Rosji pozostaje też zastraszanie, więc można powiedzieć, że z pewnością ofiary cywilne są uwzględnione w rosyjskich planach” – podkreślił Cielma.
Poniżej przykłady rosyjskiego barbarzyństwa.
Atak rakietowy na Placu Wolności w Charkowie
Już 1 marca Rosjanie zaatakowali centrum Charkowa najprawdopodobniej rakietami Kalibr (ustalenia dziennikarzy śledczych Bellingcat). Pierwsza rakieta uderzyła w plac Wolności tuż przy siedzibie administracji obwodowej. Kilka minut później, gdy na miejsce przybyli ratownicy, druga rakieta uderzyła w sam budynek administracji. Uszkodzone zostały także sąsiadujące domy, w tym opera, filharmonia, siedziba kurii katolickiej, domy mieszkalne. Według władz obwodowych w ataku zginęło 29 osób, ponad 20 zostało rannych.
Zbombardowanie Teatru Dramatycznego w Mariupolu
16 marca wojska rosyjskie zbombardowały Teatr Dramatyczny w Mariupolu. Według ukraińskich władz oraz świadków, którym udało się przeżyć, a następnie wydostać się z oblężonego i stale atakowanego przez Rosjan miasta, w budynku tym ukrywali się cywile. Dokładna liczba ofiar jest obecnie niemożliwa do ustalenia – Mariupol znajduje się pod kontrolą strony rosyjskiej, która za atak odpowiadała. Według różnych szacunków i doniesień ofiar bombardowania teatru mogło być około 300 osób. Agencja Associated Press na podstawie własnego śledztwa oceniała w maju, że zginęło jeszcze więcej - blisko 600 osób.
Amnesty International, która przez kilka miesięcy badała sprawę ataku i uznała go za „ewidentną zbrodnię wojenną popełnioną przez siły rosyjskie”, mówi o co najmniej 12, a prawdopodobnie wielu więcej" zabitych.
AI ustaliła, że atak był niemal na pewno przeprowadzony przez rosyjski samolot bojowy, który zrzucił dwie półtonowe bomby". Spadły one na budynek "jedna obok drugiej i wybuchły jednocześnie". Najprawdopodobniej bomby zrzucił samolot bazujący na jednym z pobliskich lotnisk rosyjskich, maszyna któregoś z trzech typów: Su-25, Su-30 bądź Su-34.
Również OBWE oceniło w raporcie, że atak na teatr „stanowi najprawdopodobniej szokujące złamanie międzynarodowego prawa humanitarnego, a ci, którzy wydali rozkaz i realizowali go dopuścili się zbrodni wojennej”. W raporcie wskazano, że był to „bezdyskusyjnie celowy atak” na obiekt cywilny. Z obu stron przed budynkiem teatru były widoczne z powietrza dwa duże napisy “Dzieci”. Rosyjską wersję o „wysadzeniu teatru przez Pułk Azow” misja OBWE uznała za bezpodstawną.
Atak lotniczy na szpital położniczy w Mariupolu
Za ewidentne złamanie międzynarodowego prawa humanitarnego i zbrodnię wojenną ten sam raport OBWE uznał przeprowadzony tydzień wcześniej – 9 marca - rosyjski atak na szpital położniczy i dziecięcy w Mariupolu, w wyniku którego zginęły trzy osoby, a 17 zostało rannych. Później w wyniku odniesionych ran zmarły jeszcze co najmniej dwie osoby – położnica oraz jej dziecko (urodziło się przez cesarskie cięcie bez oznak życia).
Według ustaleń strony ukraińskiej oraz międzynarodowych mediów, m.in. na podstawie materiałów zdjęciowych oraz zdjęć satelitarnych i zeznań świadków, szpital został zaatakowany bombą lotniczą.
Zarówno rosyjska argumentacja, że szpital nie działał, a ukrywali się w nim żołnierze Azowa, a także, że atak był „inscenizacją” zostały uznane za bezpodstawne m.in. przez raport OBWE.
Atak rakietowy na siedzibę administracji obwodowej w Mikołajowie
29 marca rosyjska rakieta trafiła w budynek administracji obwodowej w Mikołajowie, niszcząc całą środkową część obiektu – od parteru po ósme piętro. W wyniku ataku zginęło 37 osób, a 34 zostało rannych.
Według informacji władz obwodowych atak został przeprowadzony rakietą Kalibr.
Mikołajów na południu kraju jest regularnie celem rosyjskich ostrzałów rakietowych i z wyrzutni wieloprowadnicowych. Mer miasta Ołeksandr Senkiewycz mówił 2 lipca w wywiadzie dla Radia Swoboda, że od początku wojny miasto nie było ostrzeliwane w sumie tylko przez 19 dni. Zginęło co najmniej 120 cywilnych mieszkańców, 560 zostało rannych.
29 czerwca rosyjska rakieta trafiła w wielopiętrowy blok mieszkalny w Mikołajowie, zabijając co najmniej osiem osób; sześć osób zostało rannych.
Atak na dworzec w Kramatorsku
8 kwietnia rosyjska rakieta Toczka-U trafiła w dworzec w Kramatorsku w obwodzie donieckim, na którym trwała ewakuacja cywilów. W wyniku krwawego ataku zginęło (dane Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) 61 osób, a 114 zostało rannych. Wśród zabitych było co najmniej pięcioro dzieci.
Władze Rosji przekonywały po ataku, że ataku dokonała strona ukraińska, bo rosyjska armia nie ma Toczek-U na swoim uzbrojeniu. Szereg niezależnych ekspertów, w tym dziennikarze śledczy Conflict Intelligence Team, przekonuje, że nie jest to prawda. Na podstawie opublikowanych w internecie materiałów eksperci dowodzą, że Rosjanie używają Toczek-U.
Ponadto tuż po ataku na dworzec w rosyjskich kanałach propagandowych w Telegramie opublikowano informację o ataku na Kramatorsk, gdzie celem miały być rzekomo ukraińscy żołnierze. Po chwili te doniesienia zostały usunięte, blogerzy zachowali jednak ich zdjęcia.
Atak rakietowy na centrum handlowe w Krzemieńczuku
27 czerwca w wyniku uderzenia rosyjskiej rakiety wybuchł pożar w działającym i pełnym ludzi centrum handlowym w Krzemieńczuku w obwodzie połtawskim. Akcja ratunkowa i poszukiwawcza na miejscu tragedii zakończyła się dopiero 2 lipca.
Według służb ratunkowych wskutek ataku zginęło 19 osób, 66 zostało rannych, z których 26 hospitalizowano. (http://tinyurl.com/enp73je6)
Mer miasta Witalij Małecki mówił o 21 zabitych i jednej osobie uznanej za zaginioną.
Władze Ukrainy nazwały ostrzał centrum handlowego aktem terroru i celowym atakiem na obiekt cywilny. Według ustaleń strony ukraińskiej Rosjanie użyli rakiety przeciwokrętowej Ch-22, wystrzelonej z bombowca Tu-22M3 z terenu obwodu kurskiego; samoloty uczestniczące w ataku miały wystartować z lotniska Szajkowka w obwodzie kałuskim. W ocenie brytyjskiego ministerstwa obrony do ataku mogła zostać użyta rakieta Ch-32, modyfikacja pocisku Ch-22, która ma kilka ulepszeń w stosunku do Ch-22, nadal nie jest zoptymalizowany do dokładnego uderzania w cele naziemne, zwłaszcza w środowisku miejskim. "To znacznie zwiększa prawdopodobieństwo szkód ubocznych podczas celowania w obszary zabudowane" - zauważyli analitycy brytyjskiego resortu.
"Rosja wciąż wykorzystuje w atakach lądowych odpalane z powietrza pociski przeciwokrętowe, najpewniej z powodu kurczących się zapasów bardziej precyzyjnej, nowoczesnej broni” – podano.
Ataki w obwodzie odeskim
30 czerwca doszło do rosyjskiego ataku rakietowego na wypoczynkową miejscowość Serhijiwka w obwodzie odeskim. Całkowicie zniszczony został ośmiopiętrowy blok mieszkalny i ośrodek wypoczynkowy. Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy przekazała, że łącznie zginęło 21 osób. Informowano także o 38 rannych, w tym sześciorgu dzieciach.
Jak oceniło brytyjskie ministerstwo obrony, „w uderzeniach w obwodzie odeskim, do których doszło 30 czerwca, prawdopodobnie wykorzystano pociski Ch-22. Broń ta jest jeszcze mniej dokładna (niż Ch-32), nie nadaje się do precyzyjnych ataków i prawie na pewno w ostatnich tygodniach wielokrotnie powodowała ofiary cywilne" - oświadczyło ministerstwo obrony.
Ataki rakietowe na Kijów
Wojska rosyjskie przeprowadziły także szereg ataków rakietowych na ukraińską stolicę, trafiając m.in. w budynki mieszkalne i obiekty cywilne. Również po wycofaniu sił rosyjskich z obwodu kijowskiego dochodzi do ostrzałów rakietowych. 26 czerwca rosyjska rakieta trafiła w ośmiopiętrowy blok mieszkalny, zginęła jedna osoba, sześć zostało rannych.
Na Ukrainie zginęły już tysiące ludzi, jednak całkowita liczba ofiar cywilnych jest obecnie bardzo trudna do ustalenia, m.in. dlatego, że władze ukraińskie nie mają dostępu do okupowanych terenów kraju, w tym do najbardziej zniszczonych i jak mówi Kijów, „zrównanych z ziemią” terenów w obwodach donieckim i ługańskim. Symbolem bezwzględności rosyjskiej armii stało się starcie z powierzchni ziemi Wołnowachy, wielotygodniowe i nieselektywne ataki na Mariupol, w których zginąć mogło według władz w Kijowie 22 tysiące ludzi.
W ciągu ostatnich kilkunastu dni Rosjanie zintensyfikowali ataki rakietowe w głębi Ukrainy i potencjalnie zagrażają całemu terytorium tego kraju. Władze w Kijowie mówią, że ta nowa faza wojny ma zastraszyć i zdemoralizować ukraińskie społeczeństwo.
Sztab Generalny: Rosjanie nie zdołali zająć elektrowni Wuhłehirskiej
Wojska rosyjskie próbowały przejąć kontrolę nad Wuhłehirską elektrownią cieplną, znajdującą się w Switłodarsku w obwodzie donieckim, jednak siły ukraińskie im to uniemożliwiły - poinformował w sobotę w komunikacie Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
"Okupanci próbowali poprzez działania ofensywne przejąć kontrolę nad terytorium Wuhłehirskiej elektrowni cieplnej i poprawić sytuację taktyczną w rejonie Dołomitnego. Żołnierze ukraińscy nie pozwolili im na to i odepchnęli ich na wcześniejsze pozycje" - głosi komunikat sztabu na Facebooku.
Wskazano w nim, że ostrzały z obu stron trwają wzdłuż linii frontu na kierunkach m.in.: Awdijiwki, Kurachowego i Nowopawliwki.
Na kierunku Słowiańska Rosjanie prowadzą ostrzały artyleryjskie m.in. w pobliżu miejscowości: Dibrowne, Bohorodyczne, Adamiwka. Na kierunku Kramatorska wojska rosyjskie podejmują ataki w rejonie Hryhoriwki, trwają działania bojowe.
Poza Donbasem, w obwodzie charkowskim, wojska rosyjskie "prowadzą obronę zajętych wcześniej odcinków". Ostrzeliwują z czołgów, moździerzy, artylerii lufowej i rakietowej rejony położone na wschód od Charkowa (m.in.: Ruski Tyszky, Czerkaski Tyszki, Staryj Sałtiw, Bazalijiwka i Mykilske).
Systematyczne ostrzały infrastruktury cywilnej i wojskowej Rosjanie prowadzą w południowo-zachodniej części Ukrainy, na pograniczu obwodów: mikołajewskiego, dniepropietrowskiego i chersońskiego.
Wojsko: na Morzu Czarnym dyżurują rosyjskie okręty przenoszące 20 rakiet Kalibr
Na Morzu Czarnym przy Ukrainie znajdują się rosyjskie jednostki dysponujące w sumie 20 pociskami typu Kalibr – powiadomiło ukraińskie wojsko. Jak podano, ze względu na sztormową pogodę, Rosjanie zmniejszyli ilość okrętów w akwenie.
Z powodu sztormu rosyjska marynarka wojenna niemal dwukrotnie zmniejszyła swoją obecność na Morzu Czarnym, wciąż jednak dysponuje 20 rakietami Kalibr.
Według komunikatu dowództwa operacyjnego Południe ukraińskiej armii, przekazanego w nocy z piątku na sobotę, w akwenie Morza Czarnego znajdują się obecnie „dwa okręty nawodne i jeden podwodny, a także trzy okręty desantowe”.
Minister kultury: Rosja popełniła 417 zbrodni wojennych przeciwko dziedzictwu kulturowemu Ukrainy
Ministerstwo Kultury i Polityki Informacyjnej Ukrainy (MKIP) odnotowało 417 epizodów rosyjskich zbrodni wojennych na ukraińskim dziedzictwie kulturowym, poinformował w sobotę Ukrinform cytując wpis ministerstwa na Facebooku.
„Na dzień 8 lipca MKIP zarejestrowało 417 epizodów zbrodni wojennych przeciwko ukraińskiemu dziedzictwu kulturowemu” – czytamy w komunikacie.
Wyjaśniono, że nadal napływają informacje o zbrodniach wojennych na ukraińskim dziedzictwie kulturowym. Specjaliści MKIP sprawdzają i systematyzują otrzymane dane i publikują je na stronie https://culturecrimes.mkip.gov.ua/.
Resort przypomina, że niszczenie obiektów dziedzictwa kulturowego to zbrodnia wojenna na mocy konwencji haskiej z 1954 roku i wzywa zainteresowanych obywateli do włączenia się w proces ich dokumentacji, ale jednocześnie prosząc o pamiętanie o bezpieczeństwie osobistym.


























































