Współczesny inwestor indywidualny stając przed dylematem w co zainwestować swoje środki ma do wyboru wachlarz możliwości. To cel determinuje strategię (nie na odwrót), a w ramach wybranej strategii można skorzystać z wielu narzędzi, które oferuje rynek finansowy. Cel, jak np. zebranie kapitału na emeryturę albo sfinansowanie studiów dorastających dzieci, może zostać wypracowany za pomocą diametralnie różnych instrumentów, a ich wybór jest procesem, w którym uwzględnić należy horyzont inwestycyjny, proporcje potencjalnego zysku do podejmowanego ryzyka oraz koszty.


Zróżnicowane menu inwestycyjne
Znaczny wpływ na to, jaki instrument finansowy inwestor wybierze z dostępnej palety funduszy ETF, jednostek TFI, akcji i obligacji, zależeć będzie od czynników takich jak dostępny kapitał, czas, który można poświęcić analizie poszczególnych rozwiązań oraz podejście do ryzyka.
Fundamentem każdej strategii inwestycyjnej jest zrozumienie różnic między dostępnymi narzędziami. ETF-y są obecnie bardzo popularne, jednak posiadają zarówno ogromne zalety, jak i pewne - nieoczywiste - pułapki dla inwestorów detalicznych. Z drugiej strony mimo powszechnej opinii, że fundusze zarządzane aktywnie rzadko pokonują szeroki rynek, nie zawsze jest to prawda.
Zobacz także
Wybieranie do swojego portfela inwestycyjnego pojedynczych akcji wiąże się ze znacznie większym poziomem trudności i specyficznym rodzajem ryzyk, a potencjalnie wyższy zysk w praktyce okazuje się trudny do zrealizowania. Taka strategia może przynieść satysfakcję intelektualną z potwierdzenia przez rynek własnych prognoz. Obligacje z kolei, zwłaszcza skarbowe, to poczucie względnego bezpieczeństwa za cenę niższych stóp zwrotu w myśl zasady: śpisz spokojniej, ale zarabiasz mniej.
Podstawowy błąd wielu początkujących inwestorów? Fascynacja konkretnym rozwiązaniem, zanim jeszcze zdefiniują, co chcą osiągnąć. Jeżeli celem jest budowa kapitału na emeryturę w perspektywie np. 20 lat, kluczowym parametrem stają się koszty, które w tak długim okresie potrafią „zjeść” sporą część zysku, nawet jeśli są one obecnie zdecydowanie niższe niż jeszcze kilka lat temu.

Pasywny czy aktywny?
Przykład: zderzmy ideę pasywnego modelu zarządzania reprezentowanego przez ETF-y z modelem stosowanym przez fundusze otwarte. ETF-y wyróżniają się przede wszystkim niskimi kosztami całkowitymi (TER). Jako instrumenty giełdowe umożliwiają handel w czasie rzeczywistym, jednak należy pamiętać, że handel nimi wiąże się z prowizjami maklerskimi, co przy małych i częstych wpłatach i wypłatach może obniżać rentowność inwestycji względem klasycznych rozwiązań funduszowych z oferty TFI.
Z jednej strony tradycyjne fundusze inwestycyjne oferują nierzadko ograniczoną transparentność (skład portfeli inwestor poznaje raz na kwartał i to z pewnym opóźnieniem) w przeciwieństwie do codziennej publikacji składu portfela przez fundusze ETF. Z drugiej strony w przypadku ekspozycji na waluty obce często zapewniają ograniczenie ryzyka kursowego (tzw. fx hedge), czego na próżno szukać w funduszach indeksowych. Jest to szczególnie istotna kwestia dla inwestorów lokujących swoje środki w funduszach dłużnych, w których rentowność obligacji może zostać skutecznie ograniczona przez wahania kursów walutowych.
Trudno być inwestorem pasywnym
Powszechność „pasywnej rewolucji”, w której fundusze ETF stały się pełnoprawnym i preferowanym konkurentem dla tradycyjnych produktów funduszy inwestycyjnych ma też drugą stronę. Inwestorzy często wchodzą w rolę zarządzającego mimo posługiwania się pasywnymi narzędziami. Wybierają ETF-y tematyczne, co de facto jest aktywną decyzją o selekcji sektora, czy klasy aktywów w jakie inwestuje za pomocą ETF-ów.
Co gorsza zamiast systematycznie inwestować w indeks starają się przewidywać ruchy rynkowe w celu wyboru idealnego moment na kupno (lokalny dołek) lub sprzedaż (lokalny szczyt). W ten sposób pasywne instrumenty jak np. indeksowe fundusze ETF służą do bardzo aktywnego – i często destrukcyjnego dla kapitału – handlu spekulacyjnego.
To z tego wynika paradoks, w którym największym wrogiem ostatecznego zysku z inwestycji okazuje się sam inwestor. Przykład: z raportu “Mind the Gap”przygotowanego przez firmę Morningstar, badającą rynek funduszy inwestycyjnych,wynika, że im intensywniej inwestorzy indywidualni starają się zarządzać swoim portfelem, tym ich ubytek w średnim zysku względem stopy zwrotu funduszy staje się coraz większy.
Problem tzw. luki stopy zwrotu nie jest zjawiskiem incydentalnym, lecz powszechnym kosztem ponoszonym przez uczestników rynku kapitałowego na całym świecie. Według raportu z 2025 roku, obejmującego dziesięcioletni okres zakończony 31 grudnia 2024 r., przeciętny inwestor inwestujący w fundusze akcji amerykańskich uzyskał stopę zwrotu na poziomie 7% rocznie. W tym samym czasie fundusze, w które ci inwestorzy ulokowali środki, wypracowały średnio 8,2% rocznie. Oznacza to lukę na poziomie 1,2 punktu procentowego rocznie. Ta pozornie niewielka różnica, po uwzględnieniu procentu składanego, przekłada się na utratę około 19% zysku.
Firma Dalbar w swoich raportach QAIB porównuje wyniki statystycznego inwestora do szerokich indeksów rynkowych, takich jak S&P 500. I okazuje się na przykład, że w 2024 r. inwestor w funduszach akcyjnych osiągnął wynik gorszy od S&P 500 o średnio 8,48 punktu procentowego . Wynikało to z faktu, że wielu inwestorów nie uczestniczyło w pełnym wzroście rynku, próbując wchodzić i wychodzić z wybranych inwestycji w oparciu o prognozy rynkowe, które – jak pokazuje historia – w 2024 r. myliły się przeciętnie o 10%.
Zakład Buffetta i wyjątki
Wybór między funduszem aktywnym a pasywnym to de facto decyzja, czy oczekujemy wyniku lepszego niż szeroki rynek reprezentowany przez indeks, czy satysfakcjonuje nas stopa zwrotu zbliżona do rynkowej. Warren Buffett, jeden z najwybitniejszych inwestorów w historii, udowodnił, że dla większości z nas ta druga ścieżka jest bardziej opłacalna. W słynnym zakładzie o milion dolarów pokazał, że tani fundusz indeksowy oparty o S&P 500 w ciągu 10 lat pokonał portfel pięciu wybranych funduszy hedgingowych. Podobne wnioski płyną z obserwacji średnich wyników polskich funduszy polskich akcji i indeksu WIG.
Medialna historia z zakładem W. Buffeta ugruntowała przekonanie, że fundusze zarządzane aktywnie rzadko pokonują szeroki rynek. Należy jednak pamiętać, że ostatnie 15 lat to okres nieprzerwanej hossy na amerykańskiej giełdzie a w takich warunkach pasywne fundusze indeksowe statystycznie radzą sobie lepiej. Dlatego przekonanie o wyższości tych rozwiązań nie oznacza automatycznie, że produkty aktywnie zarządzane należy skreślić. Po pierwsze często oferują wachlarz strategii niedostępnych w ramach funduszy ETF, a dodatkowo nierzadko zachowują się lepiej niż indeksy w okresach rynkowej dekoniunktury.
Inwestowanie to maraton
Co to oznacza dla inwestorów? Jeśli priorytetem jest efektywność kosztowa i „święty spokój”, fundusze ETF są naturalnym wyborem. To ciekawe rozwiązanie dla osób, które wierzą w długoterminowy wzrost gospodarczy (i w konsekwencji trendy na rynkach kapitałowych) i nie chcą tracić energii na próby pokonania rynku, co – jak pokazują statystyki – nie często się udaje.
Klasyczne fundusze inwestycyjne to z kolei ścieżka dla tych, którzy wolą powierzyć swoje środki zarządzającym podejmującym decyzje za nich. Choć są droższe od ETF-ów, oferują dostęp do dużej liczby rynków lub strategii, które może być trudno replikować pasywnie.
Więcej materiałów na temat inwestowania na świecie i globalnej gospodarki znajdziecie w nowej sekcji >> INWESTYCJE BEZ GRANIC
W przypadku aktywnego inwestora wybór z oferty tradycyjnych funduszy pod
parasolem (brak opłat manipulacyjnych i brak zdarzeń podatkowych przy
konwersjach z jednego subfunduszu do innego) może okazać się bardziej opłacalny
niż intensywny handel ETF-ami, który generuje prowizje brokerskie obciążające
finalnie wynik inwestycji. W ten sposób dla małych inwestorów teoretycznie
"tanie" ETF-y stają się w praktyce zdecydowanie droższe. Z tych
samych przyczyn tradycyjne fundusze TFI mogą okazać się też tańszą opcją, jeśli
zajdzie potrzeba nagłego wycofania środków.
Samodzielny
wybór akcji do portfela, który wynika z wyższego apetytu na ryzyko (oraz
tolerancji ponoszenia strat), wymaga najwięcej czasu. Kupując udziały w
konkretnych spółkach, nie kupujemy „średniej”, lecz ekspozycje na realny
biznes, który niesie za sobą ryzyko specyficzne. To ścieżka raczej dla
inwestorów cierpliwych, którzy mają czas na analizę raportów finansowych.
Obligacje skarbowe pełnią w portfelu rolę stabilizatora - w szczególności okresach niższych stóp procentowych pomagają osiągnąć bieżący dochód w postaci kuponów (okresowych płatności odsetkowych wypłacanych zwykle co pół roku lub rok). Należy jednak pamiętać, że w ich wartość (cena) podlega wahaniom wraz ze zmianą rynkowych stop procentowych (tzw. rentowności).
Dla kogoś, kto szuka ochrony przed inflacją i jak najwyższego bezpieczeństwa znajdzie na rynku ofertę obligacji inflacyjnych (szczególnie popularne w ostatnich latach). Wśród instrumentów dłużnych inwestorzy indywidualnie mogą również lokować swoje środki w obligacje korporacyjne (w Polsce w większości zmiennokuponowe, gdzie wysokość płatności odsetkowych jest uzależniona od wskaźnika referencyjnego np. WIBOR). W ich przypadku należy pamiętać o tzw. ryzyku kredytowym, czyli niewywiązania się emitenta ze swoich zobowiązań. Zazwyczaj im wyższe oprocentowanie odsetek tym ryzyko kredytowe jest wyższe..
Reasumując - mając cala paletę możliwości inwestycyjnych stopa zwrotu w długim terminie to pochodna jakości instrumentu, dyscypliny inwestora (w zakresie podejmowanego ryzyka) oraz kosztów. A co najważniejsze nie ma jednego „najlepszego” portfela inwestycyjnego - wszystko zależy od osobistych preferencji inwestora.
Partnerem publikacji jest UniCredit





























































